(…) (25 października…)

25 października odzyskałam moją zaginioną jesienną godzinę snu i wypiłam ostatni słoik kompotu z wiśni. Popołudnie spędzone pod kocem z kryminałem w ręku, czyli na jeden z moich ulubionych sposobów spędzania niedziel.

Jesienny strój do biegania sprawdza się dobrze. Wczoraj zachód słońca nad Polem Mokotowskim, a niebo czarne od gawronów, które przyleciały z dalekiej północy z triumfalnym „kraaaaaaa”. Przeprosiłam się też z moją drogą siłownią, gdzie monotonne kilometry na bieżni umilam sobie krwawymi kryminałami płynącymi z pomarańczowych słuchawek.

To jest naprawdę dobra jesień, choć zdarza się, że nie mogę zasnąć i z pewnym niepokojem obserwuję ciemność za oknem. We śnie konie i psy na leśnej drodze, drewniana chata cała w pajęczynach.

66c147042317792abcb8fceb9be61d3f