(…) (Pierwszy raz od sierpnia…)

Pierwszy raz od sierpnia wszystkie słoje na nalewki stoją puste. A może jednak nie są puste – napełniają je wspomnienia tego, co je kiedyś wypełniało i oczekiwanie na to, co je jeszcze może wypełnić. Możliwości jest nieskończoność. Ale teraz cisza, spokój, listopadowy sen.

Tymczasem z południa napłynęło absurdalnie letnie powietrze. Białe, puchate obłoki przepychają się z chmurami deszczowymi w odcieniach głębokiej szarości, co jakiś czas przepuszczając ostre promienie słońca. Całą noc lało, by dopiero nad ranem się wyciszyć. Teraz paruje ziemia i gnijące liście, kołyszą się gołe gałęzie. Przy ul. Asnyka spotykam zagubionego dzięcioła.

Śnią mi się szalone psy husky i spłoszone sarny. Jakieś nieczytelne wiersze na marginesach.

Na jawie przerzucam nieuważnie kartki książek, nie mogąc znaleźć właściwej literatury na tę konkretną jesień. Literatura dzieje się sama.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s