(…) (Rano w lustrze…)

Rano w lustrze widzę pod oczami głębokie cienie, które proszą o porcję „podkładu rozświetlającego”. Niespokojne sny, w których ustalam jakieś śmiertelnie ważne definicje, twardo negocjuję i zaciskam szczęki. Na jawie powarkuję i groźnie mrużę oczy. Plany okazują się nieaktualne, taksówkarz myli mordorowe alejki, ale to i tak jest bez znaczenia. Tam, gdzie chciałam dotrzeć nikt nie czeka. Zepsuty ekspres do kawy naprawia mechanik o urodzie Rasputina. Nie umiem uchwycić granicy, gdzie kończy się szare niebo, a zaczyna beton.