Pod siedmioma kołdrami

Na wieczornym spacerze czuję zapach lekkiego mrozu i palących się liści. Aromat łączy zimę z jesienią, latarnie świecą blado, a nad Filtrami zalega bardzo dziś czarna ciemność. Tracę w ostatnich dniach poczucie czasu, zapadając się w melancholijne pieśni, albo po prostu we własny świat. Wszystko rozszerza się w czasie – mycie włosów, sączenie kawy, przecieranie blatów, rozwieszanie prania. I nagle jest już prawie 23. Pies śpi od dawna, Emilka czyta spokojnie „Magiczne drzewo”, a ja robię wszystko na raz z nutą obłędu w oku. Obłęd szybko traci impet, a ja zasypiam pod siedmioma kocami i siedmioma kołdrami… Śni mi się księżyc cienki jak fortepianowa struna.