Trzy dni to za mało

Na wieczornym spacerze marzną mi dłonie, co mnie cieszy, bo jest niejasnym wspomnieniem o zimie. Czuję wiatr we włosach i na czubkach uszu.

Te święta zaczęły się dla mnie gdzieś w połowie listopada, gdy weszłam pewnego chłodnego poranka do Starbucksa przy pl. Trzech Krzyży i usłyszałam którąś z amerykańskich kolęd w wykonaniu Franka Sinatry. Zapadłam się potem w fotel z kubkiem kawy w ręku czując, że właśnie tu i teraz zaczynam świętować, i jeszcze długo długo nie przestanę. Trzy dni świąt to za mało – potrzeba mi na to wielu tygodni, a może wręcz całego życia?

A potem nastąpiły te najciemniejsze dni w roku, gdy wstawanie o 6 jest psychologiczną niemożliwością. Wyprawy na bazar w deszczowe dni i śledzenie chmur na niebie. Ostre słońce, poranne mżawki i saharyjskie wiatry. Chwile powagi i niepowagi. Smak żurawinowej konfitury na języku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s