Pozimie

Mróz odpuścił, a ja skończyłam 33 lata. W ostatni weekend stycznia niebo bezchmurne, twarz owiewa delikatny wiatr z południa i pojawia się nieodparta chęć kupowania świeżych tulipanów w nierozsądnych ilościach. W głowie układam bardzo poważne plany dotyczące wiosennych porządkow, otwieram nowe pliki w Excelu i z zadowoleniem obserwuję wróble skaczące po bezlistnych żywopłotach.

Tegoroczny sezon teatralny otwarty monodramem Łukasza Simlata „Jednocześnie” w Teatrze Studio. Tekst
Jewgienija Griszkowca – migawki z życia wewnętrznego – chaotyczne tym typowo ludzkim chaosem. Żeby namalować portret człowieka nie wystarczy odwzorować rysy twarzy i strój. Na obrazie powinny się znaleźć wspomnienia z dzieciństwa  (wywołane na przykład przez zapach mokrych drewnianych zakurzonych schodów), sylwetki modelek z Playboya wyciętych starannie i przechowywanych pod materacem, wyprawa do Drezna, obejrzane filmy  (również te złe), a do tego cała fizjologia. I marzenia, by zostać rycerzem. I szereg innych spraw. Wszystko jednocześnie.

Jesteśmy tak cudownie nielinearni, prawda?

image

Hu hu ha, nasza zima

Drogi pamiętniku, śnieg zasypał nas na dobre. Odsalam moje kozaki chusteczkami z woskiem do pielęgnacji mebli drewnianych i czekam na dzień, w  którym budzik zadzwoni już po wschodzie słońca.

Emilka chce iść na tegoroczny bal w stroju Lorda Vadera, a w wolnych chwilach pracowicie przerysowuje roboty z kupionej z kieszonkowego Encyklopedii postaci Gwiezdnych Wojen  (tytuł zapewne przekręciłam).

Ja hoduję katar zatokowy i nadrabiam życiowe zaległości z fantastyki naukowej. Do snu kołysze mnie międzygalaktyczna pustka i te szalone małpoludy o zbyt wysokim mniemaniu o sobie.

Niespodziewany telefon spod Pirenejów, gdzie trwa właśnie pora deszczowa, a grzejniki są niewielkie i raczej symboliczne. Rwie się połączenie i pojawia mi się w głowie szalona myśl napisania listu  (kiedyś ludzie chyba tak robili, jak byli daleko od siebie?).

Pomiary wykonane przez bezduszną wagę łazienkową wprawiają mnie w przygnębienie.

Zimowy chaosik

Wschód słońca został dziś odwołany z przyczyn technicznych, a może Sejm wprowadził noc polarną w celu uspokojenia nastrojów społecznych? Za oknem najpierw czerń, potem granat, a potem trupioniebieska szarość. W zlewie krzywa wieża z talerzy i garnków, w przedpokoju smugi piasku i soli na drewnianych deskach. Odpryski sylwestrowego lakieru, odłamany „nosek” okularów, włosy rosnące jakkolwiek bądź,  poza kontrolą fryzjera. Chaosik i przemijanko.

W niedzielę stary zegar ma odzyskać wnętrzności, będące od dwóch lat w naprawie. Myślę o tym z pewnym niepokojem, a co jeśli minuty znów zaczną płynąć zbyt szybko?

W niedzielę wyprawa brzegiem zamarzniętej Wisły. Lód na ścieżkach, opuszczone gniazda w zaroślach. Dłonie sztywne od mrozu, pomimo rękawiczek.

A potem wpadnięcie po uszy w fotel, kubek kawy i krwisto czerwony koc.

image