Rytuały uzdrawiające

Smak syropu Pini przenosi mnie ćwierć wieku wstecz  (powiązane wspomnienia: żółte tabletki rutiniscorbinu, polopiryna rozpuszczana w łyżce wody, wapno musujące w szklance wody, ale bez dodatków smakowych typu cytryna czy pomarańcza). I jeszcze więcej: lekarska wizyta domowa, dotyk gorącego szkła na plecach (bańki), dziadek zrywający młode pędy sosny na syrop, babcia krojąca cebulę i zasypująca ją cukrem – też na syrop. Szklany termometr, który trzeba było trzymać pod pachą cały kwadrans. Maść tygrysia w małym, okrągłym pojemniczku  (wierzyłam, że robi się ją z jadu żmiji). Babcia kładąca wilgotne ręczniki na grzejnikach, żeby powietrze było nawilżone. Na drapiące gardło pyszny chlorchinaldin, którego nie wolno było rozgryzać, a ja zawsze rozgryzałam.  Zimne okłady na czole przy wysokiej gorączce. Takie były rytuały uzdrawiające mojego dzieciństwa.

Chybiona narzeczona

Siedem miesięcy zmagałam się z „Narzeczoną Schulza” Agaty Tuszyńskiej. Raz kupiłam ją sobie sama, raz dostałam w prezencie. Smętna historia emerytowanej muzy po przejściach, która żyła jeszcze pięć dekad po tym, jak faktycznie umarła. I ten nieuchwytny, drobny, przeklęty Bruno, równie fatalny za życia, jak po śmierci!

Jestem znużona tą literacką chybioną miłością, wolę wrócić do dusznych „Sklepów cynamonowych”, wolę przerzucać kartki w albumach i snuć własne opowieści.

Bliżej mi do Bruna, niż do jego usychającej narzeczonej.

Cofnąć czas

A jednak przyszło zapowiadane ocieplenie, czuć je wyraźnie, choć o świcie minus jeden. Ale ciepło tkwi w ptasich porannych śpiewach i szarawej zieloności na trawnikach i żywopłotach.

Dużo czytam, dużo myślę i wysyłam wiele wiadomości. Wydłużam treningi biegowe i nasiąkam przedwiosennym deszczem. Obserwuję dziurawy i zdarty obcas w lewym kozaku i stoję przed decyzją: szewc czy może jednak śmietnik. Pewnie jednak szewc.

Kozaki kupione cztery lata temu w galerii handlowej gdzieś na Wschodzie, gdzie z dużym prawdopodobieństwem już więcej się nie pojawię. Co sezon zdzieram obcasy, nadrywam podeszwę,  a potem z pomocą szewca staram się cofnąć czas.

image