(…)(Po usunięciu nowych form życia)

Po usunięciu nowych form życia z niesprzątanej od trzech dni kuchni, załadowaniu pralki i zmywarki, pozbieraniu fragmentów dziecięcej garderoby rozrzuconych w różnych miejscach mieszkania, mam siłę zasiąść w fotelu i patrzeć przed siebie, bo za oknem już ciemność.

Na żywopłotach pierwsze zalążki liści, a z nieba pada coraz bardziej deszcz, a coraz mniej śnieg.

Intensywna wymiana wiadomości z Hiszpanią ogrzewa to wczesne prawie-przedwiośnie. Kończę książki rozpoczęte jesienią, a potem porzucone w różnych miejscach mieszkania – przy łóżku, na poręczy fotela, gdzieś w gabinecie pod stosem papierów.

W nocy intensywne sny, w których gubię się, uciekam, albo siedzę w wyschniętej fontannie i jako pierwsza zauważam, że woda zaraz znów zacznie płynąć.

Najbardziej realna i trwała ze wszystkiego wydaje mi się sonata księżycowa Beethovena.