Czas na nic

Kwiecień upłynął pod znakiem Ważnych Spraw, takich jak na przykład maraton. Ważność rzuciła cień na inne sfery, co zaowocowało kurzem na książkach, brudnymi naczyniami w zlewie, nieustającymi zaległościami w praniu. Dziś pierwszy raz od tygodni nie nastawiłam budzika.  Co prawda obudził mnie pies o 5:50 domagając się spaceru, ale formalnego budzika nie było. Naczynia trafiły do zmywarki, pranie do pralki, a ja na mój porzucony fotel, gdzie sączę pierwsze od dawna domowe cappuccino i ślizgam wzrokiem po literkach. Uznajmy to za powrót do czegoś na kształt normalności, która wymaga regularnych dawek lenistwa i obserwowania ptaków z oknem.