Pięć minut

​Ciężkie, gęste chmury. Spotykam je rano w Warszawie, po południu w Opolu i wieczorem znowu w Warszawie. Wagon restauracyjny kołysze do snu, a ja czuję jakiś wściekły głód. Podczytuję zbiór listów Tove Jansson, towarzysząc jej w kolejnych podróżach  (Francja, Włochy) i czekając na wybuch drugiej wojny. Myślę o małych, skalistych wysepkach gdzieś na chłodnych północnych akwenach i ostrym wietrze.

I o innych podróżach, których na razie nie odbędę, chyba żeby uwzględnić eskapady myślowe.

W pendolino krucho z zasięgiem. Stoimy w polu. Co kilka stron przymykam książkę, zapadam w lekki półsen. Wreszcie pociąg rusza, a ja zasypiam głęboko, głęboko… na całe pięć minut.