Inicjacje

Nad Warszawą znów płyną ciemne chmury, blade latarnie nie są w stanie rozświetlić tego ciemnego miasta. W niedzielny wieczór na ulicach nieliczni spacerowicze z psami, gdzieniegdzie przemykające stadka młodzieży. Ciemne witryny, ciemne okna, liście tańczące na wietrze.

242356190

Wracam z kina Iluzjon, mając w oczach te zamglone islandzkie przestrzenie, polarne noce i surową brzydotę rybackich miasteczek gdzieś za końcem świata. Stoły pokryte ceratą, łuszczącą się farbę, stosy opróżnionych butelek i niedopałków.

Młody chłopak z Reykjavíku zostaje zesłany w rodzinne strony do zgorzkniałego, popijającego ojca – rybaka. Porzucony przez kobiety – matkę, która postanowiła wyjechać do Afryki, babkę – która nagle umarła, młodzieńczą miłość – która wybrała lokalnego samca alfa – stara się odnaleźć w męskim świecie. Podejmuje pierwszą pracę w przetwórni ryb, pije pierwszą kawę i pierwsze piwo, dostaje pierwszą wypłatę, a do snu kołyszą go odgłosy pijatyk ojca i jego przyjaciół.

9895-SPARRROWS3-700x700Ale ten męski świat jest jakiś przetrącony i osnuty mgłą. Wspólne strzelanie do fok to nie odwieczny rytuał panów stworzenia, tylko rozpaczliwy spektakl triumfu słabych nad jeszcze słabszymi.

Jest tam jednak też jakaś czułość i niewinność, której nie niszczą kolejne inicjacje głównego bohatera, włącznie z inicjacją seksualną w objęciach miejscowej pani Robinson. Jest też czułość między zagubionym ojcem i zagubionym synem, przekraczająca pijackie wyskoki obydwu. Jest też ciężka praca, którą obaj wykonują jakby mimochodem – bo w tym świecie to praca czyni mężczyzną, a po pracy czarna kawa z termosu.

9893-SPARROWS-700x700

„Wróble”, reż. Rúnar Rúnarsson

Tyle wściekłości

We śnie miałam wyłamane zamki. Do przedpokoju wpadły dwie osoby – mężczyzna i kobieta, krzycząc: Gdzie jest motocyklista? Nic nie wiedziałam o motocykliście.  – Lepiej sobie przypomnij – warknęła kobieta, uderzając mnie otwartą dłonią prosto w twarz. A ja poczułam gigantyczną, nieludzką wściekłość. – Jesteś tylko postacią z mojego snu, dlatego cię zniszczę. I zepchnęłam ją ze schodów, biłam po twarzy i potem obserwowałam, jak leży nieruchomo w kałuży krwi. Nie było triumfu, nie było ulgi. Tylko zdziwienie, że mam w sobie tyle.wściekłości. Potem scena się rozmyła, a ja wpadłam w kolejne niespokojne sny.

W którymś momencie 

W którymś momencie można już tylko poukładać rozrzucone ubrania, zmyć makijaż, przenieść kilka talerzy do zmywarki, zamknąć jedną książkę, otworzyć inną, patrzeć na litery z pewną tępą obojętnością – jak by się czytało menu w barze szybkiej obsługi i uznać, że ten ciąg czynności to jest właśnie życie.

Można też wsłuchać się w oddech śpiącego psa  (na granicy ciszy), w rytmiczne uderzenie owadziego ciała o jakąś płaską powierzchnię  (ściana? klosz lampki nocnej?) i czuć, że  właśnie dziś wynalazło się zupełnie od nowa i z niczego uczucie smutku.

Można wdychać nocne powietrze, słuchać odległego szumu samochodów na ulicy Grójeckiej, płynnie przeskoczyć myślami gdzieś na początek ubiegłego stulecia i poczuć w sobie głęboką czułość dla tej dzielnicy, dla tego miasta.

Jechałam dziś tramwajową linią turystyczną z przewodnikiem ubranym w mundur. Przewodnik wyrzucał z siebie do mikrofonu fakty i anegdoty, wagonikiem zarzucało od gwałtownych przyśpieszeń, a mi brakowało w tym właśnie czułości i jakiegoś głębszego oddechu, który jest niezbędny do obcowania z prawdą.