(…)(Dawni kronikarze…)

20170101_195830.jpgDawni kronikarze napisaliby zwięźle – styczeń 2017: Smog. Umiera prof. Zygmunt Bauman. A współcześni napisaliby, że był wielki wielki mróz, a potem wielkie wielkie roztopy. A teraz nocami sypie, a we dnie płynie. Nad topniejącym śniegiem opary smogu i niskie chmury, które zasłaniają pierwszą pełnię księżyca w nowym roku.

Minęło już półtora tygodnia od śmierci Stefana Rybki w domowym akwarium. Ktoś może powiedzieć, że małe śmierci nie mają znaczenia, a kryzys ekologiczny w 19l pojemniku jest niczym wobec warszawskiego smogu, nie wspominając o globalnym ociepleniu. A ja powiem, że z perspektywy naszego pięknego kosmosu nie jesteśmy nawet 19 litrowym akwarium z własnym ekosystemem, ale kroplą wody. Co najwyżej.

Śmierć Stefana Rybki spowodowana zapewne nieustabilizowanym cyklem azotowym w młodym, dojrzewającym zbiorniku przypomniała mi, jak kruche i zarazem wieczne jest życie. Obserwuję pozostałe ryby i ślimaki, obserwuję mech obrastający korzeń i rzęsę pokrywającą powierzchnię wody w tempie zarazem niezauważalnym, jak i wszechogarniającym. Robię pomiary azotanów i azotynów, twardości węglanowej, kwaśności i innych magicznych współczynników, starając się różnymi oszukańczymi metodami wspomóc Naturę. I wiecie co, bycie rybim panem bogiem to ogromne wyzwanie. Nie wiem wcale czy pomogły moje zabiegi, czy może zwyczajny upływ czasu – w każdym razie kryzys ekologiczny zażegnany i lada dzień do akwarium trafi Stefan Drugi. Żyj długo i szczęśliwie, Stefanie II Rybko.