(…) (Pierwszy raz od sierpnia…)

Pierwszy raz od sierpnia wszystkie słoje na nalewki stoją puste. A może jednak nie są puste – napełniają je wspomnienia tego, co je kiedyś wypełniało i oczekiwanie na to, co je jeszcze może wypełnić. Możliwości jest nieskończoność. Ale teraz cisza, spokój, listopadowy sen.

Tymczasem z południa napłynęło absurdalnie letnie powietrze. Białe, puchate obłoki przepychają się z chmurami deszczowymi w odcieniach głębokiej szarości, co jakiś czas przepuszczając ostre promienie słońca. Całą noc lało, by dopiero nad ranem się wyciszyć. Teraz paruje ziemia i gnijące liście, kołyszą się gołe gałęzie. Przy ul. Asnyka spotykam zagubionego dzięcioła.

Śnią mi się szalone psy husky i spłoszone sarny. Jakieś nieczytelne wiersze na marginesach.

Na jawie przerzucam nieuważnie kartki książek, nie mogąc znaleźć właściwej literatury na tę konkretną jesień. Literatura dzieje się sama.

Zdrowaśka listopadowa – przepis

image

Na horyzoncie listopadowe ciemności i kataralne symfonie. W deszczu jadę na bazar po imbir, cytryny i pomarańcze. Dziś powstanie nalewka „Zdrowaśka”, głęboko pomarańczowa i rozgrzewająca aż do kości.

Składniki:

  • 4 duże pomarańcze
  • 4 cytryny
  • kawałek korzenia imbiru
  • 4-5 łyżek miodu lipowego
  • 3 goździki
  • 0,5 l wódki
  • 100 ml spirytusu

Sposób przygotowania

  1. Dokładnie umyć cytrusy i sparzyć je.
  2. Zetrzeć skórkę z 2 pomarańczy i 2 cytryn. Z miąższu wycisnąć sok.
  3. Pozostałe 2 pomarańcze i 2 cytryny starannie obrać, usuwając całą białą skórkę i pestki. Pokroić w plastry. Jeśli nie obierzemy cytrusów starannie, nalewka zgorzknieje.
  4. Wszystko umieścić w 3 l słoju.
  5. Dodać obrany i pokrojony imbir, goździki i miód.
  6. Zalać wódką i spirytusem.
  7. Wstrząsnąć i odstawić w ciemne miejsce na 4 tygodnie. Co kilka dni potrząsać.
  8. Po miesiącu przefiltrować i rozlać do butelek. Przechowywać w ciemnym miejscu.
  9. Stosować w rozsądnych dawkach, gdy na dworze zimno, ciemno i mokro. Nie mieszać z aspiryną, paracetamolem, ibupromem ani atybiotykami :).

image

Szalony październiku

Szalony październiku, nie nadążam za tobą. Słońce wschodzi coraz później, a rano na wyschłej trawie osadza się szron. Nieprzeczytane książki piętrzą się na nocnej szafce. Przepraszam, przepraszam. Nie teraz, może jutro, a może na Wszystkich Świętych. Nie to, że nigdy. Raczej.

Naprawdę nie wiem, kiedy nastawiłam kolejną partię jesiennych nalewek  (gruszka+pigwa, żurawina+śliwka, kawa+miód lipowy) i ostatni garnek konfitur  (węgierki, winogrona, maliny, borówki, skórka cytrynowa).

image

A na weekend zaplanowałam dużo patrzenia w sufit i szeleszczenia liśćmi w parku.

image