O 22

Co robię o godz. 22 w Drugi Dzień Świąt? Pasteryzuję słoiki i wlewam do nich wrzący kompot z suszu. Starcza na trzy słoiki, akurat na trzy melancholijne zimowe wieczory, gdy wzywanie ducha Bożego Narodzenia okaże się nieodzowne. Zamykam te święta siedząc w fotelu z nogami na ulubionym podnóżku i wdychając zapach suszonych śliwek, jabłek, gruszek.

I wszystko układa się w spójną symfonię – silny wiatr znad Morza Śródziemnego, peruwiańscy Indianie na Placu Zamkowym, ukraińscy treserzy gołębi pocztowych i niezwykle krótkie łóżko króla Stanisława Augusta  (rekonstrukcja, oryginał nie doczekał). Przeglądam się w wypolerowanych królewskich zwierciadłach, puszczam oko do marmurowych satyrów i czuję w powietrzu zapach upływającego czasu.

Chmurne niebo ma dziś barwy jak z obrazów Canaletta. Widzę w głowie obrazy, które mogłyby powstać. Choćby „Widok na most Poniatowskiego od strony Palmy”, czy coś.

image

(…)(W dniu, w którym działa się historia)

W dniu, w którym działa się historia, nad ranem padał ulewny deszcz. Emilka miała zajęcia z eksperymentów i zmontowała urządzenie na baterie, wprawiające szpilkę w ruch wirowy. Ja zmieniałam płaszcz z chłodniejszego na cieplejszy i odwrotnie. Zanim wmieszałam się w tłum demonstrantów Komitetu Obrony Demokracji ukłoniłam się marszałkowi Piłsudskiemu, a potem Bolesławowi Prusowi i wreszcie księciu Józefowi przed Pałacem Prezydenckim. Wieczorem zjadłam na kolację chleb z serem i zrobiłam przepisową liczbę przysiadów i ćwiczeń na brzuch.

Słucham ostatnio z upodobaniem melancholijnych pieśni barokowych (jak mogłam bez nich żyć?) i zbieram się na odwagę, by skończyć „Narzeczoną Schulza” – już bez Schulza.

Uśmiecham się szeroko do ciemnookiego niemowlęcia napotkanego w kawiarni na rękach jego matki. Wymiana spojrzeń trwa dłuższą chwilę – i widzę w tych oczach coś istotnego, czego nie umiem nazwać.

Nad Żoliborzem zbierają się czarne chmury, a Warszawa zastyga w bezmroźnym chłodzie. Mijam dziesiątki radiowozów stojących wzdłuż Teatru Wielkiego. Tradycyjnie gubię się w podziemiach przy Metrze Ratusz Arsenał.

Wzrusza mnie widok dziesiątek biało-czerwonych flag łopoczących na grudniowym wietrze. Przeczuwam wyraźnie, że to jeden z tych dni, który potem będzie w podręcznikach historii i o którym będę kiedyś opowiadała znudzonej młodzieży, jak to jadłam chleb z serem i że pogoda była właściwie wiosenna, ale pod wieczór bardzo się ochłodziło.

20151212_142915.jpg

Sztama

Powązki Wojskowe skąpane w słońcu i deszczu opadających liści. Idziemy z Emilką wyposażone w szczotki, butelki z płynem, znicze, wianki plecione z suszonych kwiatów, kwiaty w doniczkach i odprawiamy doroczne rytuały, gawędząc z przodkami z pewną czułością. Chcę przekazać Emilce, że ze zmarłymi warto trzymać sztamę. Emilka z ciekawością spogląda na inne groby i odczytuje na głos informację o „sąsiadach”. Udaje się wypatrzeć nawet jedną wiewiórkę (25 lat temu były ich dziesiątki…) i całą armię afrykańskich lub azjatyckich biedronek, które uznały 1 listopada za dobry dzień na podbicie tego rejonu świata.
image