Książę

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
Gdzie książę z bajki zapodział się

Wyszedł wieczorem po zapałki
A potem wrócił do swojej bajki

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
Gdzie książę z bajki zapodział się

Obiecał zabrać do swego zamku
Ale gdzieś zniknął o poranku

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
Gdzie książę z bajki zapodział się

Miał dać pierścionek na drugi dzień
Lecz gdy przysnęłam, zmył się jak cień

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
Gdzie książę z bajki zapodział się

To pewnie klątwa, albo czar zły
Bo przecież kitu nie wciskał mi?

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
Gdzie książę z bajki zapodział się

Na pewno wróci, odnajdzie się
Gdzie jesteś książę, no powiedz gdzie?

W przyszłym roku

Ref. W przyszłym roku na pewno się zmienię
W przyszłym roku zapuszczę korzenie
W przyszłym roku to wszystko zrozumiem
Czego dzisiaj pojąć nie umiem
W przyszłym roku będę normalna
W przyszłym roku będę genialna
Minie w końcu passa feralna
W przyszłym roku dam sobie czas
I zaśmieję się jeszcze nie raz

A w tym roku wciąż jestem sobą
A w tym roku nie nadążam na modą
A w tym roku tykanie zegara
A w tym roku łez co niemiara

W grudniu pewna już byłam
Że się miotać skończyłam
Przyszły rok miał być o krok
A tu nagle bolesny szok
….bo od stycznia znów jest „ten rok”!!!
A ten przyszły, niech piorun go trzaśnie
Znów za miesięcy dwanaście!

Ref. W przyszłym roku na pewno się zmienię
W przyszłym roku zapuszczę korzenie
W przyszłym roku to wszystko zrozumiem
Czego dzisiaj pojąć nie umiem
W przyszłym roku będę normalna
W przyszłym roku będę genialna
Minie w końcu passa feralna
W przyszłym roku dam sobie czas
I zaśmieję się jeszcze nie raz

Tamto lato

„Niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” – a może Jezus miał jednak na myśli grę na gitarze? Ćwiczę pośród rozrzuconych kartek ze słowami, nutami, akordami i idzie najlepiej, gdy ręce na chwilę się zapomną, a już na pewno wtedy, jeśli trochę zapomną o sobie nawzajem.

Do porannej kawy ostatnia w tym roku jagodzianka („Więcej to nie będzie” oznajmia twardo dziewczyna z piekarni na rogu Filtrowej i Asnyka).

Wieczorem w planach ostatni (i pierwszy) w tym roku półmaraton, który nie wzbudza już niepokojów, ale miłe uczucie rozpoznania starego przyjaciela. Skądś wiem, że pobiegnę i wszystko generalnie będzie dobrze.

Często wskakuję na rozklekotane miejskie rowery, a potem z wiatrem we włosach i torebką przerzuconą przez ramię przemierzam stare i nowe warszawskie ścieżki. Jana Pawła. Świętokrzyska. Mińska. Grójecka. W parkach opadają rajskie jabłka, a między alejkami unosi się winny zapach przejrzałych mirabelek. Więcej to nie będzie, cytując dziewczynę z piekarni.

Zerkam na śliwki i brzoskwinie na miejskich straganach i myślę, że to właściwy czas na kilka słoików złotawo czerwonawych konfitur z naklejką „Tamto lato”.