Tamto lato

„Niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” – a może Jezus miał jednak na myśli grę na gitarze? Ćwiczę pośród rozrzuconych kartek ze słowami, nutami, akordami i idzie najlepiej, gdy ręce na chwilę się zapomną, a już na pewno wtedy, jeśli trochę zapomną o sobie nawzajem.

Do porannej kawy ostatnia w tym roku jagodzianka („Więcej to nie będzie” oznajmia twardo dziewczyna z piekarni na rogu Filtrowej i Asnyka).

Wieczorem w planach ostatni (i pierwszy) w tym roku półmaraton, który nie wzbudza już niepokojów, ale miłe uczucie rozpoznania starego przyjaciela. Skądś wiem, że pobiegnę i wszystko generalnie będzie dobrze.

Często wskakuję na rozklekotane miejskie rowery, a potem z wiatrem we włosach i torebką przerzuconą przez ramię przemierzam stare i nowe warszawskie ścieżki. Jana Pawła. Świętokrzyska. Mińska. Grójecka. W parkach opadają rajskie jabłka, a między alejkami unosi się winny zapach przejrzałych mirabelek. Więcej to nie będzie, cytując dziewczynę z piekarni.

Zerkam na śliwki i brzoskwinie na miejskich straganach i myślę, że to właściwy czas na kilka słoików złotawo czerwonawych konfitur z naklejką „Tamto lato”.

U schyłku

U schyłku zimy w treningach sportowych towarzyszą mi melancholijne opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza. W jakiś paradoksalny sposób wpisują się w zimny krajobraz siłowni. Najpierw „Brzezina” i powolne umieranie na gruźlicę, potem opętana „Matka Joanna od Aniołów”, a pod nogami kolejne kilometry na bieżni, niezbyt liczne i niezbyt szybko przemierzane. Na pytanie o plan treningowy na dany dzień odpowiadam: trzy rozdziały, no może cztery…

Tymczasem zlatują się żurawie i bociany, podczas porannych spacerów z psem słyszę poświstywania i ćwierknięcia, czując zapach mokrej ziemi i oglądając odbicie szarych chmur w kałużach. 

W centrach handlowych interesują mnie głównie stoiska z akwarystyką, a cała reszta wydaje się zbędna. 

Ferie były okazją do rajdu po warszawskich teatrach. Najbardziej utkwiła w głowie  „Niebezpieczna metoda” w Teatrze Dramatycznym, sztuka o początkach psychoanalizy i romansie młodego Junga z jedną z histerycznych pacjentek. Rozwój to efekt uboczny ścierania się  przeciwieństw – rozumu z emocjami, chłodu z gorącem, ucznia z mistrzem. Trudno uchwycić moment w którym z kolejnych potyczek wyłania się nowy porządek. Co najmniej tak intensywny i burzliwy jest związek Junga z Freudem, on również kończy się trzaśnięciem drzwiami. 

Christopher Hampton, „Niebezpieczna metoda”, reż. Agnieszka Lipiec-Wróblewska

Notatki nadmorskie

W Gdańsku mieszkałam w Golden Tulip – perle czterogwiazdkowej architektury obozowej. Zunifikowane i ponumerowane  baraki – apartamentowce, brukowane alejki, siatka, szlabany. Z mojego apartamentu widok na dwa dźwigi do nieba i budowę kolejnych baraków. Warkot pracujących betoniarek, szum samochodów na ulicy Piastowskiej. W pobliżu barek z kuchnią meksykańską, automaty do gier, stoisko z plastikowymi kapeluszami i kuferkami z motywami morskimi, wyprodukowanymi w Chińskiej Republice Ludowej.

Gładka tafla morza, sycylijski błękit nieba, na plaży emeryci i rodziny 500+ zabarykadowani za wielobarwnymi parawanami.

Rowerzyści śmigają w kierunku Westerplatte, ja biegnę wymijając wózki z niemowlętami i oddycham coraz ciężej i ciężej, by czerwona i mokra wrócić do luxbaraku i słuchać kojącego szumu betoniarek.

image

image