Przyjedź

Przyjedź gdy załatwisz swoje ważne sprawy
Przyjedź gdy zabraknie Ci mleka do kawy
Przyjedź gdy będzie znowu padało
Gdy przywieje i słońca będzie za mało

Przyjedź gdy Cię zmęczą myśli w głowie
Skisłe mleko w lodówce
Książka przerwana w połowie

Przyjedź gdy nie wstaniesz pomimo budzika
I nie zdążysz zapisać snu do sennika

Przyjedź gdy w łazience wisi pranie
I nie masz ochoty patrzeć na nie

Przyjedź gdy za oknem dzień bury
Kilka drzew, obdrapane mury
Przyjedź gdy szare chmury na niebie
Gdzieś za stacją Żyrardów ktoś czeka na Ciebie.

Godzina duchów

Godzina duchów wybija punktualnie 6:04, czyli minutę przed dzwonkiem budzika. Uchylam powieki, rejestrując kompletne ciemności za oknem i uderzenia kropel deszczu o parapet. Wstawanie w takich warunkach jest wbrew rozsądkowi i wbrew naturze. Sny uciekają w ciemność. Zostają strzępki – zabawa w berka z lwem, a może tygrysem, potem jakaś przepychanka. Trochę zabawa, trochę próba sił.

Blade słońce za zasłoną chmur. Kozaki proszą o randkę z szewcem. Dywan i narzuta żądają wizyty w pobliskiej pralni. Butelkowiec stracił wszystkie liście, chyba jednak umarł.

image
Salvador Dali, Sen Spowodowany Przez Lot Pszczoły Wokół Owocu Granatu Na Sekundę Przed Przebudzeniem (1944)

Wyznania statystki

Za nami trzeci tydzień upałów. W ostatnich dniach zwiądł mi tymianek, werbena i dwa słoneczniki. Zakończył się też mój dwudniowy epizod w show-biznesie, czyli statystowanie w komedii romantycznej „Kochaj” w reżyserii Marty Plucińskiej. Będzie można mnie zobaczyć na wielkim ekranie przez co najmniej pięć sekund, kto wie, może nawet sześć. Nie pamiętam ani jednego statysty z żadnego z filmów, jakie w życiu widziałam. Panie idące po ulicy, panowie z psami, ofiary wybuchów – pracujący kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin na to, żeby mignąć przez chwilę gdzieś w rogu i rozpłynąć się w niepamięci. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że mój debiut przejdzie niezauważony. Zamiast organizować przeprowadzkę do Hollywood, sprzątnęłam kuchnię, wyrzuciłam zeschnięte rośliny, które padły ofiarą upałów i ułożyłam na nowo słoiki z dżemami domowej roboty. Zostały jeszcze śmieci do wyniesienia, pranie do nastawienia, a wszystko to przy akompaniamencie pokaszliwań przeziębionej Emilki.

Plan filmowy to dla mało kogo wrota do sławy, ale dla wszystkich szkoła cierpliwości i charakteru. Można się nauczyć czekać. I czekać. I czekać. I czekać. I czekać. I powtarzać, powtarzać, powtarzać, powtarzać. I obserwować, jak z miliona nieskładnych puzzli powstaje całość, jak wielki chaos i nuda zamieniają się w porządek.