Zimowy chaosik

Wschód słońca został dziś odwołany z przyczyn technicznych, a może Sejm wprowadził noc polarną w celu uspokojenia nastrojów społecznych? Za oknem najpierw czerń, potem granat, a potem trupioniebieska szarość. W zlewie krzywa wieża z talerzy i garnków, w przedpokoju smugi piasku i soli na drewnianych deskach. Odpryski sylwestrowego lakieru, odłamany „nosek” okularów, włosy rosnące jakkolwiek bądź,  poza kontrolą fryzjera. Chaosik i przemijanko.

W niedzielę stary zegar ma odzyskać wnętrzności, będące od dwóch lat w naprawie. Myślę o tym z pewnym niepokojem, a co jeśli minuty znów zaczną płynąć zbyt szybko?

W niedzielę wyprawa brzegiem zamarzniętej Wisły. Lód na ścieżkach, opuszczone gniazda w zaroślach. Dłonie sztywne od mrozu, pomimo rękawiczek.

A potem wpadnięcie po uszy w fotel, kubek kawy i krwisto czerwony koc.

image

Serwisowanie

Byłam dziś w serwisie, to znaczy w SPA. Starto z mojej twarzy ostatnie tygodnie, wymasowano plecy i ramiona, pomalowano paznokcie na kolor trawiasto zielony. Kosmetyczka kiwała głową nad moimi przemęczonymi oczami, masażystka nad napietymi plecami i szyją, a ja nie kiwałam niczym, tylko leżałam plackiem i wracałam stopniowo do ludzkiej postaci. Szalony luty w tempie PRESTO, z zniedoleczonym zapaleniem gardła, katarem i (to najgorsze) absolutnym brakiem czasu na czytanie literatury pięknej. I brzydkiej też. Nie liczę książek „służbowych”, których przewinęło się kilka i to nie byle jakich.

Czy ja potrafię i chcę żyć nieco wolniej? Grunt, to nie przekraczać cienkiej granicy, za którą już nie ma się siły na radość życia i szukanie w lutowej ulewie pierwszych oznak wiosny.

Zapisałam się w marcu na warsztat tańca i masaż czekoladą.

Bilans między wielkimi projektami i małymi radościami uważam za zachowany.

Dieta elektroniczna

Jestem na diecie elektronicznej! Tak tak! Co tydzień mam generowany plan posiłków, system nie tylko podaje przepisy krok po kroku i liczy kalorie, ale nawet przygotowuje mi listę zakupów. Do tego trójwymiarowy model sylwetki obecnej i „docelowej”. XXI wiek. Dzięki diecie wróciłam do gotowania z sercem. Cieszę się!

Poza chudnięciem delektuję się życiem nie-urlopowym. Stęskniłam się za moim domem, pracą, wieczornym czytaniem książek i przepustkami do kawiarni. Naprawdę jestem szczęśliwa w swojej codzienności. Chodzę ulubionymi ścieżkami i uśmiecham do swojego miasta.