Ani nawet Marylin Monroe

– Powinnaś pomalować paznokcie na czerwono, to ładnie wygląda – mówi znajomy. A ja nic nie powinnam, mogę co najwyżej chcieć lub nie chcieć. Teraz nie chcę.

Były mąż opowiadał kiedyś, jak koleżanka z pracy spytała go, czy woli brunetki czy blondynki. Gdy powiedział, że blondynki, to następnego dnia przyszła pofarbowana na blond.

Ja z kolei pamiętam sympatię z czasów szkolnych. Miły chłopak, ale kiedy powiedział, że chciałby żebym miała takie same perfumy, jak jego mama, to poczułam wszystkimi 12-letnimi nerwami nadchodzący koniec tej wielkiej miłości. Już wtedy przeczuwałam, że nie tędy droga.

Nie chcę nikomu nikogo przypominać, ani mamy, ani taty, ani nawet Marylin Monroe. Tak się zaczynają dziwaczne gry, których nigdy nie lubiłam.