Tamto lato

„Niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” – a może Jezus miał jednak na myśli grę na gitarze? Ćwiczę pośród rozrzuconych kartek ze słowami, nutami, akordami i idzie najlepiej, gdy ręce na chwilę się zapomną, a już na pewno wtedy, jeśli trochę zapomną o sobie nawzajem.

Do porannej kawy ostatnia w tym roku jagodzianka („Więcej to nie będzie” oznajmia twardo dziewczyna z piekarni na rogu Filtrowej i Asnyka).

Wieczorem w planach ostatni (i pierwszy) w tym roku półmaraton, który nie wzbudza już niepokojów, ale miłe uczucie rozpoznania starego przyjaciela. Skądś wiem, że pobiegnę i wszystko generalnie będzie dobrze.

Często wskakuję na rozklekotane miejskie rowery, a potem z wiatrem we włosach i torebką przerzuconą przez ramię przemierzam stare i nowe warszawskie ścieżki. Jana Pawła. Świętokrzyska. Mińska. Grójecka. W parkach opadają rajskie jabłka, a między alejkami unosi się winny zapach przejrzałych mirabelek. Więcej to nie będzie, cytując dziewczynę z piekarni.

Zerkam na śliwki i brzoskwinie na miejskich straganach i myślę, że to właściwy czas na kilka słoików złotawo czerwonawych konfitur z naklejką „Tamto lato”.

Ciekawe, kiedy przyjdzie ten moment, że zakręcę ostatni słoik

Konfitury, konfitury, konfitury. Zamykam kolejne kilogramy owoców w słoikach, jakby nigdy już nie miało być lata, jakby czekała nas wieczna noc, chłód i głód. Jest w tym coś pierwotnego i instynktownego. Nie panuję nad tym, ale nawet nie chcę panować. Niewiele we mnie ostatnio chęci do panowania nad czymkolwiek i kimkolwiek. Wolę płynąć z prądem, ewentualnie lecieć z wiatrem. I oczywiście smażyć konfitury. Łączę kolory – pomarańczowy z żółtym i czerwonym, czerwony z granatowym. W eksperymentach zdarzają się mniej i bardziej spektakularne porażki. Coś gęstnieje. Coś nie gęstnieje. Coś wybucha. Coś opada. Coś rośnie. Szukam zależności i prawideł, czasem nawet je znajduję. A czasem znajduję tylko cień tajemnicy istnienia, ukryty gdzieś w śliwkach, wiśniach czy morelach. Ciekawe, kiedy przyjdzie ten moment, że zakręcę ostatni słoik i uznam, że jestem już gotowa na kolejną jesień i kolejną zimę mojego życia.

Konfitury z wiśni, truskawek i borówek – przepis

wpid-20150824_205932_richtonehdr.jpgW przyszłym roku będę mądrzejsza i zrobię te przepyszne konfitury w lipcu, a nie pod koniec sierpnia. Teraz wychodzą dość drogo i są opcją tylko dla zdesperowanych, którzy chcą za wszelką cenę zatrzymać kończące się lato. Zatrzymywanie czasu w miejscu nie jest tanie – wychodzi około 7-8 zł za słoik, jeśli nie ma się własnego ogródka z krzakami borówek, sadem wiśniowym i jesienną odmianą truskawek. Ja nie mam, więc korzystam z owoców miejscowej mafii owocowo-warzywnej. Czy warto? Według mnie tak. Mimo wszystko. Czytaj dalej