Warszawskie sny

Przez Warszawę przetaczają się czarne chmury i ulewne deszcze, a przez głowy czarne myśli i dobra literatura (mniam – „Portret w sepii” Isabel Allende). Przez gardła przetaczają się wirusy, przez Emilkę – wysypki. Siedzimy w domu i jemy syropy o różnych smakach. Znowu pożeram powieści, a do tego bułki z masłem, białym serem i cebulą.

W nocy śniła mi się spektakularna walka gigantycznego komara z gigantycznym konikiem polnym. Byłam przerażonym świadkiem tych dziwnych zapasów stworzeń o długich cienkich nóżkach. Potem odkryłam, że ważę 92 kilogramy i się z przerażenia obudziłam.

Tak czy inaczej znowu zaczęłam śnić. To dobrze.

Ogień

Wiosna. Znów czytam „Siedząc w ogniu” (książka Arnolda Mindella o pracy z konfliktem). Kampania prezydencka skwierczy wokół, a ja wciąż na nowo odkrywam, o ile łatwiej mi tolerować odmienność, która jest „gdzieś tam” niż tą „tu i teraz”. A tak, nawet nie wiem kiedy, ląduję na barykadzie, odpalam armaty i krzyczę „ZABIJ WROGA!”.

Dziś nad Warszawą przeszła majowa burza, a Emilka spytała: „Mamo, dlaczego Potter jest chory?” Ja na to: „Nie chory, tylko Harry”. Emilka: „Więc czemu Potter jest Harry?”. No właśnie. Czemu?

Siedząc w ogniu

Na seminarium Garego Reissa dotyczące konfliktu trafiłam właściwie przypadkiem. Od jakiegoś czasu interesowała mnie psychologia procesu i rozglądałam się na czymś, co pomogłoby mi bezpośrednio doświadczyć tej metody pracy z ludźmi.

Dosłownie kilka dni wcześniej wpadła mi w ręce elektroniczna wersja książki Arnolda Mindella, twórcy psychologii procesu, pt. „Siedząc w ogniu”. Książka dotyczyła pracy z organizacjami i społecznościami, czyli gałęzi psychologii procesu zwanej „pracą ze światem” (ang. world work). Lektura wzbudziła we mnie bardzo silne emocje – wzruszenie i ekscytację, obudziła też na nowo nieco uśpiony idealizm czyli przekonanie, że każdy ma jakiś (choćby minimalny) wpływ na ten świat i że naszym obowiązkiem jest dążenie do tego, żeby na świecie było w jakimś sensie lepiej. Czytaj dalej