Normalni nienormalni

„Nieskończona historia” w reżyserii Piotra Cieplaka w Teatrze Powszechnym. Symfonia na jedną kamienicę i dwanaście banalnych-niebanalnych życiorysów. Dwie beretowe staruszki, kobieta w ciąży, para, nauczyciel rysunku, kierowniczka domu pogrzebowego, dziewczyna z McDonald’sa, emeryt, suczka, kierownik karetki, diabeł z makatki i przewodnik chóru. Choć każdy czuje się solistą, w rzeczywistości ma do zagrania tylko kilka nut. Te wszystkie skrawki utworów tworzą jednak pewną artystyczną całość. Ale nie ma dyrygenta, nie ma kompozytora, symfonia pisze się sama z urywków snów, strzępków rozmów, resztek wspomnień i codziennych nawyków. Z chaosu wyłania się dziwaczny, paradoksalny porządek ludzkiego życia.

Czy każdy z nas nie jest czasem (albo i zawsze) postacią rodem z Witkacego? Komicznie tragiczną i tragicznie komiczną, wielką i małą, szaloną i szablonową? Tak twierdzi reżyser „Nieskończonej historii”. I przekonuje, że w tym szaleństwie jest metoda. I piękno.

Obrazek

Szarańcza

Obrazek

Siedzę nad pustym kubkiem po kawie zimowej (mleko, miód, mielony cynamon wchodzący między zęby). Niedzielne śniadanie we Wrzeniu Świata kosztuje już 24 złote. Nawet w modelu „jesz ile chcesz” to za dużo, jak na moje poczucie przyzwoitości jadania na mieście. Ale amatorów z mniejszymi skrupułami nie brakuje. Z konsekwencją szarańczy konsumują kolejno jajecznicę, wędliny, sery, pomidory, pikle i inne dobra wyłożone na bufecie. Dokładki, dokładki, potem jeszcze miód, płatki z mlekiem, sałatka grecka, jogurt niskotłuszczowy, na koniec odrobina humusu. Powstają szatańskie międzykulturowe mieszanki śniadaniowe, których nikt zdrowy na żołądku nie strawi bezkarnie. Raczej. 

W tle tego śniadaniowego spektaklu bluesowe kawałki i rytmiczne uderzenia widelców o talerze, łyżeczek o spodki i zębów o zęby.