Codzienne skrawki

Do poduszki czytam „Spokój to każdy z nas”  Thich Nhat Hanh’a (Boże, kiedy ja się nauczę wymawiać to nazwisko?).  Zaczynam kolejny tom „Dzienników” Dąbrowskiej. Chcę się wybrać do jej mieszkania – obecnie muzeum – na Polną 40. Dotknąć biurka, wyjrzeć przez okno, głęboko pooddychać powietrzem tego miejsca. Czytaj dalej

Znów o dziennikach

„Dzienniki”, „Dzienniki”, „Dzienniki”. Jestem po lekturze uzupełnień dodanych przez Dąbrowską w 1943 r. do notatek z lat 1914-1932. Chichoczę przy opisach postaci. Jak na przykład mogła wyglądać w rzeczywistości ta kobieta:

Wygląd miała dość osobliwy. Niska, z monstrualnie rozrośniętymi biodrami i długimi, pętającymi się gdzieś koło kolan rękoma, lecz głowa była dość piękna, z czarną, odrzuconą z mądrego czoła krótką czupryną, z twarzą o rysach regularnych, tylko w budowie szczęk było coś pierwotnego, ale oczy rozumne i pełne dobroci, której przeczył uśmiech, zawsze jakby smutnawo-drwiący. Jak się zarumieniła i czymś przejęła, była prawie piękna.  Mówiła głosem gardłowym, ale według mnie wcale nie przykrym, a gdy mówiła, wodziła jakoś dziwnie głową i ramionami w tę i w tę stronę, jak to czynią czasem zwierzęta (s. 333). Czytaj dalej

Niedzieli ciąg dalszy

Ulewny deszcz. Plecy bolą. Skończyłam pierwszy tom „Dzienników” Dąbrowskiej, a pozostałe czekają w Warszawie. Nie mam już wymówek i zabieram się do pracy (przepisywanie wywiadu). Za oknem śpiew ptaków. Brzoza i ciężkie chmury. Myślę o Marii Dąbrowskiej, którą poznałam za pośrednictwem osobistych zapisków. Trudna kobieta. W sumie lepsza trudna, niż łatwa.