Balet na linowym moście

Rok Smoka rozpoczął się jak należy, czyli ogniście. Z tego ognia wychodzę nieco osmalona i przypieczona, ale za to mądrzejsza, w każdym razie taką mam nadzieję. Z tą mądrością to jest trudno. To tak naprawdę nieustanne balansowanie między ostrożnością i odwagą, wizjonerstwem i sceptycyzmem, nowoczesnością i konserwatyzmem. Czego się trzymać? Jak postępować? Kiedy iść na kompromis, a kiedy twardo obstawać przy swoim? Balet na linowym moście.

Wewnętrzny głos mówi mi, żeby nie szukać uniweralnych recept, tylko słuchać głosu intuicji i robić swoje. Jeśli  to robienie wyjdzie nie tak, jak miało, to trzeba wyciągnąć wnioski i robić dalej. Czasem to samo, a czasem już coś innego. Na przykład to:

Witamy w rzeczywistości

Dobrze wrócić do mieszkania, w którym jest wygodne biurko. Jakiekolwiek biurko. A w lodówce nie ma praktycznie żadnego jedzenia! I okna są przyjemnie nieszczelne. Innymi słowy – dobrze wrócić do domu. W pracy biurko straszy stosem rzeczy do uprzątnięcia, komputer straszy stosem maili do odpisania, zaległych spraw do załatwienia – multum. Ale nie dajmy się zwariować i nie traćmy w tym wszystkim radości życia!

Emilka również wróciła do poświątecznej równowagi psychicznej, dzięki Bogu. Wieczorami czytamy opowiadania Jana Grabowskiego o zwierzętach. Trudno uwierzyć, że powstaly ponad 80 lat temu!

We śnie podróżowałam niewielkim busem wysoko w górach. Spoglądając w dół widziałam czubki karłowatnych sosen i wijącą się jak wąż asfaltową wąską drogę, która oplatała zbocza.

A jednak się kręci

Wariacka misja prezent zakończyła się sukcesem. Sama nie wiem, jak to się stało, ale wszystkie niezbędne autografy zdobyte, rękodzielo ukończone i doręczone, walizka spakowana. Udało się nawet wywabić syrop miodowo-malinowy Emilki z mojego najlepszego moherowego swetra (beretu jeszcze nie mam, ale zaczyna się robić coraz chłodniej, więc może czas sobie sprawić?). Moje nerwy trzymają się na ostatnich synapsach, bo ostatnie tygodnie były naprawdę zwariowane.

Dla Emilki mam tylko dwa nieduże upominki – książkę Jana Grabowskiego i grę edukacyjną Czu-Czu (Emilka bardzo lubi tą serię) Stwierdziłam, że nie będę stawać do rywalizacji z kochającymi ciociami i babciami w konkursie o największy prezent. Zastanawiam się, czy jak się dostaje bardzo dużo prezentów, to czy można się wciąż się nimi bardzo cieszyć?

Do Wigilii trzy dni, a w Empikach kilometrowe kolejki. Nie pamiętam czegoś takiego z poprzednich lat! Cieszy mnie, że jednak ludzie kupują książki. Jeśli już mamy coś szaleńczo konsumować, to konsumujmy literaturę.

Jutro późnym rankiem ruszamy na Wschód. Bez odbioru.