Piątkowe ścinki

Z tegorocznych Targów Książki najbardziej podobał mi się zapach mokrego asfaltu wokół Stadionu Narodowego, który parował po jednej z licznych piątkowych ulew. Zimne powietrze bawi się z ciepłym, chmury pędzą po niebie. Wciąż jest mi za ciepło lub za zimno, nie tak, nie tak…

Na targach kupiłam książki, których nie mam siły zacząć czytać. Więc może po prostu długa gorąca kąpiel w olejku truskawkowym i generalny demakijaż? A może jednak patrzenie w sufit i zabawa z majową bezsennością?

Dziś w Filharmonii trzecia odsłona polskich uczestników tegorocznego Konkursu Chopinowskiego. Pierwszych dwóch przespałam (choć były to piękne sny, to jednak sny). Obudziłam się, jak grał Łukasz Mikołajczyk. Tak, Polonez As-dur op. 53 Chopina to całkiem wystarczający powód do istnienia wszechświata, nawet gdy inne powody momentami zawodzą. Grał naprawdę pięknie, aż dreszcze przechodziły po kręgosłupie, a oddech sam się wstrzymywał. Pięknie, pięknie… A po Łukaszu Mikołajczyku, Krzysztof Książek. Z fortepianem wyczyniał rzeczy przedziwne, grając delikatne preludium cis-moll op. 45. Czy to naprawdę możliwe, że jeden jest ode mnie młodszy 10, a drugi 15 lat?

wpid-20150515_1553532.jpg.jpeg