Notatki z bocianiego gniazda

Cały tramwaj dziś milczał. Chyba wszyscy nie mogliśmy uwierzyć w obiektywne istnienie poniedziałku i to, że jedziemy do szkół i miejsc pracy. To naprawdę jest legalne o tej porze roku?

Zapętlam w nieskończoność te same utwory muzyczne i te same wspomnienia (krótkie, parosekundowe urywki). Sama nie wiem, dlaczego akurat te utwory i te wspomnienia, nie ma tu jasnych i oczywistych wyjaśnień. Mój rozum nauczył się nie wchodzić w polemikę z moimi drobnymi obsesjami, tylko obserwować, jak powoli przemijają i transformują się w nowe obsesje. Mój rozum wie, że nie jest na tym statku ani kapitanem, ani sternikiem, ani nawet nawigatorem. To prosty marynarz, który siedzi na bocianim gnieździe i wypatruje lądu. Nie muszę dodawać, że lądu nie widać.

89969-0001-6
Hermanus Koekkoek, Fishing Boats in Stormy Water, 1859

Letniość – niech żyje

Joguję bardzo intensywnie, podróżuję i wracam z podróży, obserwuję ciemne chmury na niebie, wdycham wiatr znad Atlantyku i oglądam rozkłady lotów do Bukaresztu.

Czytam Hellingera na zakładkę z Terzanim, Wajrakiem, ale przymierzam się do naprawdę poważnej literatury czerwcowo-lipcowej, czyli Harrego Pottera.

Mniej pracuję w nocy, więcej w dzień. Więcej śpię, mniej jem.

I naprawdę bardzo lubię lato!

Serwisowanie

Byłam dziś w serwisie, to znaczy w SPA. Starto z mojej twarzy ostatnie tygodnie, wymasowano plecy i ramiona, pomalowano paznokcie na kolor trawiasto zielony. Kosmetyczka kiwała głową nad moimi przemęczonymi oczami, masażystka nad napietymi plecami i szyją, a ja nie kiwałam niczym, tylko leżałam plackiem i wracałam stopniowo do ludzkiej postaci. Szalony luty w tempie PRESTO, z zniedoleczonym zapaleniem gardła, katarem i (to najgorsze) absolutnym brakiem czasu na czytanie literatury pięknej. I brzydkiej też. Nie liczę książek „służbowych”, których przewinęło się kilka i to nie byle jakich.

Czy ja potrafię i chcę żyć nieco wolniej? Grunt, to nie przekraczać cienkiej granicy, za którą już nie ma się siły na radość życia i szukanie w lutowej ulewie pierwszych oznak wiosny.

Zapisałam się w marcu na warsztat tańca i masaż czekoladą.

Bilans między wielkimi projektami i małymi radościami uważam za zachowany.