A jednak się kręci

Wariacka misja prezent zakończyła się sukcesem. Sama nie wiem, jak to się stało, ale wszystkie niezbędne autografy zdobyte, rękodzielo ukończone i doręczone, walizka spakowana. Udało się nawet wywabić syrop miodowo-malinowy Emilki z mojego najlepszego moherowego swetra (beretu jeszcze nie mam, ale zaczyna się robić coraz chłodniej, więc może czas sobie sprawić?). Moje nerwy trzymają się na ostatnich synapsach, bo ostatnie tygodnie były naprawdę zwariowane.

Dla Emilki mam tylko dwa nieduże upominki – książkę Jana Grabowskiego i grę edukacyjną Czu-Czu (Emilka bardzo lubi tą serię) Stwierdziłam, że nie będę stawać do rywalizacji z kochającymi ciociami i babciami w konkursie o największy prezent. Zastanawiam się, czy jak się dostaje bardzo dużo prezentów, to czy można się wciąż się nimi bardzo cieszyć?

Do Wigilii trzy dni, a w Empikach kilometrowe kolejki. Nie pamiętam czegoś takiego z poprzednich lat! Cieszy mnie, że jednak ludzie kupują książki. Jeśli już mamy coś szaleńczo konsumować, to konsumujmy literaturę.

Jutro późnym rankiem ruszamy na Wschód. Bez odbioru.

Lepsi

Wczoraj czytałam w wannie kryminał prawie do drugiej nad ranem. Potrzebowałam czegoś takiego. A sobota służbowo-prywatna. Jeden ciekawy wywiad, a potem parogodzinne przygotowywanie świątecznych upominków. W tle  „Strategie zarządzania czasem” Briana Tracy wlatywały jednym uchem, a wylatywały drugim. Mam nadzieję, że został choć cień osadu na korze mózgowej.

Podczas wywiadu Andrzej Dadełło powiedział mi ważne zdanie. Że lepsi nie są ci, którzy nie mają żadnych trudności, tylko ci, którzy lepiej sobie radzą z trudnościami. I to mi utkwiło w pamięci.