Gra

Wczoraj słońce
Dzisiaj mgła
Wczoraj Ty
Jutro ja
Znowu proza
Znowu dryl
Życie to kolekcja chwil
Wdech i wydech
Wydech wdech
Raz jest szczęście
Raz jest pech
W tym kasynie wciąż trwa gra
Wielki Krupier żeton da
Raz jest czarne
Raz czerwone
Raz na tą, raz na tamtą stronę
Na co stawiać
Ile grać
Kto mi może radę dać
Gram wysoko, tak jak Ty
Chociaż już wyszedłeś z gry.

Tamto lato

„Niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” – a może Jezus miał jednak na myśli grę na gitarze? Ćwiczę pośród rozrzuconych kartek ze słowami, nutami, akordami i idzie najlepiej, gdy ręce na chwilę się zapomną, a już na pewno wtedy, jeśli trochę zapomną o sobie nawzajem.

Do porannej kawy ostatnia w tym roku jagodzianka („Więcej to nie będzie” oznajmia twardo dziewczyna z piekarni na rogu Filtrowej i Asnyka).

Wieczorem w planach ostatni (i pierwszy) w tym roku półmaraton, który nie wzbudza już niepokojów, ale miłe uczucie rozpoznania starego przyjaciela. Skądś wiem, że pobiegnę i wszystko generalnie będzie dobrze.

Często wskakuję na rozklekotane miejskie rowery, a potem z wiatrem we włosach i torebką przerzuconą przez ramię przemierzam stare i nowe warszawskie ścieżki. Jana Pawła. Świętokrzyska. Mińska. Grójecka. W parkach opadają rajskie jabłka, a między alejkami unosi się winny zapach przejrzałych mirabelek. Więcej to nie będzie, cytując dziewczynę z piekarni.

Zerkam na śliwki i brzoskwinie na miejskich straganach i myślę, że to właściwy czas na kilka słoików złotawo czerwonawych konfitur z naklejką „Tamto lato”.

Cofnąć czas

A jednak przyszło zapowiadane ocieplenie, czuć je wyraźnie, choć o świcie minus jeden. Ale ciepło tkwi w ptasich porannych śpiewach i szarawej zieloności na trawnikach i żywopłotach.

Dużo czytam, dużo myślę i wysyłam wiele wiadomości. Wydłużam treningi biegowe i nasiąkam przedwiosennym deszczem. Obserwuję dziurawy i zdarty obcas w lewym kozaku i stoję przed decyzją: szewc czy może jednak śmietnik. Pewnie jednak szewc.

Kozaki kupione cztery lata temu w galerii handlowej gdzieś na Wschodzie, gdzie z dużym prawdopodobieństwem już więcej się nie pojawię. Co sezon zdzieram obcasy, nadrywam podeszwę,  a potem z pomocą szewca staram się cofnąć czas.

image