Szalony październiku

Szalony październiku, nie nadążam za tobą. Słońce wschodzi coraz później, a rano na wyschłej trawie osadza się szron. Nieprzeczytane książki piętrzą się na nocnej szafce. Przepraszam, przepraszam. Nie teraz, może jutro, a może na Wszystkich Świętych. Nie to, że nigdy. Raczej.

Naprawdę nie wiem, kiedy nastawiłam kolejną partię jesiennych nalewek  (gruszka+pigwa, żurawina+śliwka, kawa+miód lipowy) i ostatni garnek konfitur  (węgierki, winogrona, maliny, borówki, skórka cytrynowa).

image

A na weekend zaplanowałam dużo patrzenia w sufit i szeleszczenia liśćmi w parku.

image

Co dziś robisz

Na pytanie „co dziś robisz” odpowiadam, zgodnie z prawdą, że powidła, konfitury z brzoskwiń i dyni, mus gruszkowy i nalewkę z gruszek i pigwy. „Tak wszystko na raz?” „Wszystko na raz”. To już chyba faza maniakalna. Potrzeba mi głębokich kolorów jesieni – pomarańczu, czerwieni, żółtego. W kuchni zalegają już dziesiątki barwnych słoiczków i butelek.

wpid-picsart_09-23-01.45.59.jpgPo południu biegnę do Fundacji Ocalenie na Koszykową z trzema wyprawkami szkolnymi, które skompletowaliśmy wspólnie z przyjaciółmi. Kredki, plasteliny, flamastry, bloki – okruchy normalności. Wiem, że na granicę chorwacko-serbską dojechały moje dwa swetry, polar Emilki, dwa swetry taty i płaszcz jesienny mamy. Znowu malutko, ale komuś zmarzniętemu będzie cieplej.

Nakarmić głodnego, napoić spragnionego, ogrzać zmarzniętego. Uśmiechnąć się do smutnego. Ostatnio czuję, że to o to chodzi. I nie każcie mi wprowadzać „rozwiązań systemowych”, od tego są mądrzejsi ode mnie. Trzymam za nich kciuki.

Metafizyka czosnkowa

W deszczowe melancholijne niedziele najlepiej smakuje bułka z masłem i czosnkiem. Ostry smak czosnku i soli, łagodzony masłem i pieczywem to wehikuł czasu, który natychmiast przenosi mnie do dzieciństwa. Znów mam 8 lat i większość problemów rozwiązuje kanapka przygotowana przez troskliwe ręce dziadka. Dziadek był ekspertem od kanapek z czosnkiem. Lubił kroić chleb na małe prostokąty wielkości kostek domina, a czosnek przygotowywał miażdżąc go razem z solą. Kanapki czosnkowe robił też mój tata, ale on wolał duże kromki chleba i czosnek w plasterkach. Ja przyrządzam je metodą taty, zawsze tylko dla siebie, bo nie poznałam jeszcze nikogo innego, kto leczyłby smutki chlebem z czosnkiem. Czytaj dalej