Pokochamy, pokochamy

Wojtacha_Zabijemyalbopokochamy_500pcxAnna Wojtacha i jej  „Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji” – co tu napisać? Książkę znalazłam w skrzynce pocztowej dziś po południu i wcale się nie spodziewałam, że mnie nie tyle wciągnie, ale pochłonie, albo nawet pożre, i to bez popijania?

Moja ostatnia podróż po Rosji, nie licząc kilku kryminałów Aleksandry Maryninej, odbyła się w kompetentnym, aczkolwiek nieco nużącym towarzystwie Jacka Hugo-Badera. Przyznaję się, utknęłam gdzieś nad Bajkałem, albo gdzie to było, nie pamiętam, tylko że pusto, zimno i do domu daleko (to chyba była „Biała gorączka”?). Lektura mozolna, przygnębiająca, a co najgorsze – niedokończona.

Z Anną było zupełnie inaczej. Buch. Jedziemy czwartą dobę koleją transsyberyjską. Pijemy wódkę z grupą żołnierzy (no dobrze, Anna pije, bo ja z wódką nie za bardzo), zakochujemy się na zabój w wytatuowanym snajperze (tu daję radę). Buch. Mieszkamy w Irkucku na stancji u umęczonej matki 28-letniego kombatanta i uczymy go zmywać naczynia. Buch. A potem na tajdze asystujemy przy budowie rurociągu, aż nas stamtąd wywalają na zbity pysk gorliwe służby. Buch. W Warszawie odwiedza nas snajper. Buch buch buch. Potem jedziemy nad Bajkał, pijane kąpiemy się nad ranem w lodowatym jeziorze, zaziębiamy prawie na śmierć, ale ratuje nas syberyjska szamanka. Buch. Po powrocie z Mongolii, gdzie konno jeździłyśmy po górach i zaśmierdłyśmy na dobre, poznajemy bezdomnego byłego więźnia i idziemy z nim na festyn. Buch. Moskwa. Na targu zaprzyjaźniamy się z Czeczenką i jej sześcioletnim synem. Buch. Sześcioletni Czeczen pyta snajpera, czy to prawda, że Rosjanie to psy, bo jego tata tak mówi. Buch buch buch buch.

Aniu, nie wiem kiedy minął ten dzień i jak to możliwe, że ta książka już się skończyła. Czuję się tak, jakbym była z tobą w tych wszystkich miejscach i tylko się martwię, że pijesz za dużo wódki i przestaniesz pisać. A muszę przecież wiedzieć, co było dalej.