Oficjalne otwarcie przedwiośnia

20160227_091742.jpgJeden z krzewów geranium w gabinecie przekroczył wysokość 1 m, chwiejąc się niepewnie na coraz dłuższej i dłuższej łodydze. Wzięłam w końcu nożyczki i przecięłam go gdzieś na 60 centymetrze, umieszczając obciętą część w wazonie z wodą i oficjalnie rozpoczynając w ten sposób sezon przedwiosenny.

Podczas porannego spaceru z psem obserwuję cienką warstwę szronu na samochodach i mgliste rozproszone światło wschodu słońca. Krzyczą rybitwy, które lubią odwiedzać okolice Filtrów głównie w weekendy i głównie o świcie.

Kawę nalewam do kwiecistej filiżanki i delektuję się sobotnim bezruchem. Wzrok ślizga się po literach, płynnie przechodząc na sikorki i sroki za oknem, by znowu wrócić do literek. Wspomnienie Andrzeja Żuławskiego. Wspomnienie Umberto Eco. Agent Bolek. Recenzje wydawnicze. Wrona siwa na gałęzi. Jeszcze jedna filiżanka kawy. Spienione mleko. Słodzik z kaktusa (ponoć zdrowszy, ale to – jak wszystko – kwestia wiary).

Przypomina mi się esej Alaina de Bottona „O ważności wyglądania przez okno„. Wspaniała cicha gra tego, co zmienne, z tym co stałe. Te same zarysy budynków, kontury drzew (jednak z roku na rok niedostrzegalnie wyższych). Inne zasłony, inne twarze w oknach (jak te same – to coraz starsze). Gołe gałęzie, pąki, liście. Promienie słońca, deszcze, płatki śniegu. Ptaki w karmnikach, ptaki na gałęziach. Sąsiadka w różowym szlafroku na porannym papierosie.

A u mnie na parapecie puste słoje po nalewkach, trzy drobne drzewka szczęścia, będący cały czas na granicy życia i śmierci fikus-miniaturka. Fiołek alpejski, którego Emilka dostała od dziadka na czwarte lub piąte urodziny. Mięta i bazylia, do których zbyt się przywiązuję, żeby je dodawać do potraw.

(…) (Uschły ostatnie…)

Uschły ostatnie trzy słoneczniki, które siałam w marcu. Na parapecie został fiołek i bujny rozmaryn. Butelkowcowi żółkną liście, paproć jakaś niewyraźna. Za to świetnie ma się geranium, fikus i ziele azteckie. Obserwuję ze wzruszeniem ten taniec wzrostu i przemijania. Podlewam, wycinam zeschłe liście. Nie wiem, czy robię to dobrze. Dopiero uczę się języka roślin.

Tymczasem do Warszawy wrócił od dawna niewidziany północny wiatr. Postrząsał liście z drzew, wytargał mi fryzurę i przypomniał, że o 6:24 rano może być zwyczajnie zimno.

Wchodzę w jesień czytając „Narzeczoną Schulza” Agaty Tuszyńskiej. Po męskim „Traktacie o łuskaniu fasoli” Myśliwskiego i  męskiej  męskiej „Mojej walce” Knausgarda, świat prowincjonalnej nauczycielki zakochanej w dziwacznym pisarzu. No i to pisarstwo Agaty Tuszyńskiej, emocjonalne i bez znieczulenia, które znienacka przenosi w czasie i przestrzeni. Wpadam do przedwojennego Drohobycza jak do studni i trudno mi się stamtąd wydostać.

image

Nie jestem wariatem, jestem samolotem

No i stało się. Połknęłam muchę. Wpadła wprost w moje usta, wdychające łapczywie wieczorne powietrze podczas biegu. Może to dlatego, że zagapiłam się na srebrną tarczę księżyca już-prawie-w-pełni, który wisiał na bezchmurnym niebie nad Filtrami. A może nie było przyczyn, tylko ciąg zbiegów okoliczności w życiu moim i muchy. Przecież gdyby tor mojego biegu przebiegał o te kilkanaście milimetrów w bok, albo gdyby mucha rozpoczęła lot parę sekund wcześniej lub później, nic by się nie stało. Ale stało się. Mucha zjedzona. Koniec i kropka.

wpid-picsart_1438267920481.jpgZ precyzją i wizją opętanego przynoszę do domu kolejne rośliny w doniczkach – drzewka cytrynowe, krzewy papryki i pomidora, zioła, zioła, zioła. Włóczę się po bazarach analizując ceny czarnej porzeczki, jeżyn i brzoskwiń. Organizuję samotne wyprawy do sklepów ogrodniczych w różnych częściach miasta. Zamawiam w internecie kwietniki, zielniki. Chyba tracę rozum. To przyjemny rodzaj szaleństwa, nie zamierzam go leczyć. Ma być zielono, barwnie, żywo. Ma pachnieć, rosnąć, rozwijać się.

Gotuję, traktując to jako coś z pogranicza malarstwa i alchemii. Kto wie – może mój kamień filozoficzny nie składa się z rtęci, siarki i wody, tylko z młodych kartofli, ogórków małosolnych i czerwonej papryki. A może z jeżyn i czarnej porzeczki. Nie wiem, szukam. Dam znać, jak znajdę.

wpid-20150730_085504.jpgwpid-picsart_1438268008192.jpg