Rytuały uzdrawiające

Smak syropu Pini przenosi mnie ćwierć wieku wstecz  (powiązane wspomnienia: żółte tabletki rutiniscorbinu, polopiryna rozpuszczana w łyżce wody, wapno musujące w szklance wody, ale bez dodatków smakowych typu cytryna czy pomarańcza). I jeszcze więcej: lekarska wizyta domowa, dotyk gorącego szkła na plecach (bańki), dziadek zrywający młode pędy sosny na syrop, babcia krojąca cebulę i zasypująca ją cukrem – też na syrop. Szklany termometr, który trzeba było trzymać pod pachą cały kwadrans. Maść tygrysia w małym, okrągłym pojemniczku  (wierzyłam, że robi się ją z jadu żmiji). Babcia kładąca wilgotne ręczniki na grzejnikach, żeby powietrze było nawilżone. Na drapiące gardło pyszny chlorchinaldin, którego nie wolno było rozgryzać, a ja zawsze rozgryzałam.  Zimne okłady na czole przy wysokiej gorączce. Takie były rytuały uzdrawiające mojego dzieciństwa.

Sztama

Powązki Wojskowe skąpane w słońcu i deszczu opadających liści. Idziemy z Emilką wyposażone w szczotki, butelki z płynem, znicze, wianki plecione z suszonych kwiatów, kwiaty w doniczkach i odprawiamy doroczne rytuały, gawędząc z przodkami z pewną czułością. Chcę przekazać Emilce, że ze zmarłymi warto trzymać sztamę. Emilka z ciekawością spogląda na inne groby i odczytuje na głos informację o „sąsiadach”. Udaje się wypatrzeć nawet jedną wiewiórkę (25 lat temu były ich dziesiątki…) i całą armię afrykańskich lub azjatyckich biedronek, które uznały 1 listopada za dobry dzień na podbicie tego rejonu świata.
image

Dziadoween

Po piętnastu godzinach snu gardło bolało już jakby mniej, a ja jeszcze głębiej zapadłam się w jesień. Spacerując z psem czuję miękkość liści pod stopami i charakterystyczny zapach przemijania. Jesienne sny wciągają mnie w swoje wirujące wątki, a rzeczywistość z każdym dniem robi się coraz mniej realna. Zwalniam, oddycham głębiej i z łatwością zapadam w sen.wpid-2015-10-31-21.25.06.jpg.jpeg

Odprawiamy z przyjaciółkami doroczny rytuał „Dziadoween”, zapraszając do stołu zaprzyjaźnione duchy przodków i spalając swoje zapisane na kartkach marzenia w wydrążonej dyni. Gdy zapraszam ducha babci Emilii, wosk z głośnym sykiem zaczyna ściekać ze świecy wprost na obrus, tworząc wyraźny kształt serca. A może tylko dla mnie on jest taki wyraźny… Ale mi to absolutnie wystarczy.

wpid-20151029_191702.jpg