Krokodyl

We śnie senna czarna rzeka
I krokodyla w cieniu ślepia
Błysk białek, żółtych zębów błysk
Moja stopa, jego pysk

Sunie krokodyl przez wody czerń
Jeszcze nie noc, a już nie dzień
Idziemy znów na spacer z psem
Na rzece krokodyla cień

Ludzie, rozmowy, lekki ton
Zerkam przez ramię na tamten dom
Gdzie za zasłoną stoisz sam
I jesteś naraz, tu i tam

Dlaczego stajesz? pytasz mnie
Coś w cieniu przewidziało się
Jak odpowiedzieć tobie mam?
Widziałam kogoś, kogo znam

Minęła chwila, albo rok
A alejkami pełznie mrok
Krokodyl przysnął, warknął pies
Mężczyzna w oknie, kilka łez.

(…) (rzeka)

We śnie zrobiłam dwa złote papierowe samoloty – na prezent. A potem miałam przejść przez błotnistą, rwącą rzekę, ale bardzo się bałam. Prąd zbyt szybki, woda zbyt mętna i głęboka. Już miałam zanurzyć stopy w błocie, ale obudziłam się, gwałtownie nabierając powietrza do płuc.

tumblr_static_paper-airplane (1)444404-a-stream-rich-in-clay-runs-through-the-woods-in-new-jersey

(…)

Zasypiam na fotelu zwinięta w kształt małej litery „z” (łydki to daszek, kręgosłup to podstawa, a złożone uda to ukośna kreska łącząca jedno z drugim). Ostatnie dźwięki, jakie słyszę, to huk upadającej książki, którą strąciłam łokciem, szelest wiatru w koronach drzew i odgłosy bawiących się dzieci  („Kto ostatni ten gej, gej, gej, gej”). A potem nagła cisza. Ostatnie uczucie – ciepło od koca otulającego nogi. Ale po chwili ciepło też odchodzi. Sen jest gęsty i czarny. Wielka cisza, z której się nie wychodzi, tylko wypełza. I ma się wtedy otarte kolana i brud na policzkach.