Dziewczynka z północy

I znowu ten północny wiatr, który przenika do kości, niezależnie od tego, ile płaszczy, kapeluszy i butów ma się na sobie. Przetacza po niebie ciężkie chmury nabrzmiałe od deszczu i śniegu, trzaska drzwiami, wślizguje do domów przez uchylone okna. W tym wietrze moje miasto robi się obce. Nie rozpoznaję go, a ono nie rozpoznaje mnie. W królestwie północnego wiatru wszyscy jesteśmy intruzami, niczym więcej.

Tuż po 17 zapadam w ciężki sen, przykryta zupełnie jak w zimie kilkoma warstwami kocy i kołder. Są takie momenty, gdzie jedyną, pierwotną i najważniejszą potrzebą jest móc zasnąć w cieple. Opuściłam legowisko resztką siły woli, żeby wyjść na ostatni tego dnia spacer z psem i fotografować nocny granat nieba.

W takie dni czuję się małą dziewczynką z północnego kraju, gdzie przez znaczną cześć roku panuje wieczny półmrok i wieczny chłód.

Vesna Antic: The Polar Night
Vesna Antic: The Polar Night
Dario Papi: Polar Night
Dario Papi: Polar Night

Bankiet czyli o czym śnią perfekcjonistki

Ze snów: organizuję uroczystość wręczenia ważnego odznaczenia połączego z bankietem. Wszystko na ostatnią chwilę.  Tylko muzycy pojawiają się wcześniej – weselna kapela specjalizująca się w disco polo.  Nagle przypominam sobie, że nie kupiłam nic do picia.  Nie ma ani wody,  ani szampana,  ani kieliszków czy szklanek.  Serwetek o połowę za mało. Mimo wszystko wierzę, że będzie dobrze.  I tak się dzieje.
W życiu podobnie. Pomimo moich wszystkich niedoskonałości wszystko generalnie się układa. Bankiet robi się sam.

Grawitacja

Dzielę lokale na dwie kategorie.  Te, do których można wejść z psem i te do których nie można.  Do Starbucksa przy pl. Trzech Krzyży można. Piję więc poranną kawę,  a pies leży w nogach na swoim kocyku i drzemie. Przeganiam wspomnienie bezsenności o czwartej nad ranem i wściekłych kaszlów Emilki. Wyjątkowo silnie odczuwam dziś grawitację.

image