(…) (Rano w lustrze…)

Rano w lustrze widzę pod oczami głębokie cienie, które proszą o porcję „podkładu rozświetlającego”. Niespokojne sny, w których ustalam jakieś śmiertelnie ważne definicje, twardo negocjuję i zaciskam szczęki. Na jawie powarkuję i groźnie mrużę oczy. Plany okazują się nieaktualne, taksówkarz myli mordorowe alejki, ale to i tak jest bez znaczenia. Tam, gdzie chciałam dotrzeć nikt nie czeka. Zepsuty ekspres do kawy naprawia mechanik o urodzie Rasputina. Nie umiem uchwycić granicy, gdzie kończy się szare niebo, a zaczyna beton.

(…) (Pierwszy raz od sierpnia…)

Pierwszy raz od sierpnia wszystkie słoje na nalewki stoją puste. A może jednak nie są puste – napełniają je wspomnienia tego, co je kiedyś wypełniało i oczekiwanie na to, co je jeszcze może wypełnić. Możliwości jest nieskończoność. Ale teraz cisza, spokój, listopadowy sen.

Tymczasem z południa napłynęło absurdalnie letnie powietrze. Białe, puchate obłoki przepychają się z chmurami deszczowymi w odcieniach głębokiej szarości, co jakiś czas przepuszczając ostre promienie słońca. Całą noc lało, by dopiero nad ranem się wyciszyć. Teraz paruje ziemia i gnijące liście, kołyszą się gołe gałęzie. Przy ul. Asnyka spotykam zagubionego dzięcioła.

Śnią mi się szalone psy husky i spłoszone sarny. Jakieś nieczytelne wiersze na marginesach.

Na jawie przerzucam nieuważnie kartki książek, nie mogąc znaleźć właściwej literatury na tę konkretną jesień. Literatura dzieje się sama.

(…) (25 października…)

25 października odzyskałam moją zaginioną jesienną godzinę snu i wypiłam ostatni słoik kompotu z wiśni. Popołudnie spędzone pod kocem z kryminałem w ręku, czyli na jeden z moich ulubionych sposobów spędzania niedziel.

Jesienny strój do biegania sprawdza się dobrze. Wczoraj zachód słońca nad Polem Mokotowskim, a niebo czarne od gawronów, które przyleciały z dalekiej północy z triumfalnym „kraaaaaaa”. Przeprosiłam się też z moją drogą siłownią, gdzie monotonne kilometry na bieżni umilam sobie krwawymi kryminałami płynącymi z pomarańczowych słuchawek.

To jest naprawdę dobra jesień, choć zdarza się, że nie mogę zasnąć i z pewnym niepokojem obserwuję ciemność za oknem. We śnie konie i psy na leśnej drodze, drewniana chata cała w pajęczynach.

66c147042317792abcb8fceb9be61d3f