Tort możliwości, czyli mniam mniam / fuj fuj

Bilans dzisiejszego dnia to: przemoczone buty, gigantyczny ból głowy (na szczęście już odpuścił), jedno bardzo ciekawe spotkanie, kilka ciekawych rozmów, kilka małych pomysłów, kilka wielkich pomysłów, nowe rękawiczki na miejsce zgubionych, sukienka dla Emilki na przedszkolną i domową Wigilię, małe zderzenia z rzeczywistością, rozważania na temat rynkowego systemu trawiennego i pomysł na artykuł, który prawdopodobnie nigdy nie powstanie, pod roboczym tytułem „Wypluci przez rynek”. To był tydzień pełen kontrastów. Taki tort z dwoma warstwami: możliwości / zagrożenia / możliwości / zagrożenia. Mniam mniam (fuj fuj).

Sukcesy i sukcesiki

Emilka w tym tygodniu nauczyła się śpiewać dwie kolędy, piosenkę o Mikołaju, napisała i wysłała list do tegoż, ubrała przedszkolną choinkę, nauczyła się swojej roli w Jasełkach i wyleczyła ząb u dentysty. Mogę jej tylko pozazdrościć tylu sukcesów. Ja nic nie wyleczyłam, za to się rozchorowałam. Kolęd wciąż nie umiem śpiewać.

Ale, z drugiej strony, też mam się czym pochwalić. Dałam przecież radę, prawda? Im bliżej się przyglądam mijającemu tygodniowi, tym więcej znajduję rzeczy do pochwały. Tak, Olu – zrobiłaś kawał dobrej roboty, pomimo zapalenia zatok i generalnego przemęczenia.

Czasem mam wrażenie, że żyję w jednym wielkim chaosie. Czasem czuję, że w tym szaleństwie jest jakaś metoda, a moje działania przynoszą efekty, chociaż nie zawsze takie i nie zawsze tam, gdzie myślałam.

Najwięcej radości i satysfakcji przynoszą mi spotkania z ludźmi. Miałam ich w ostatnich dniach kilka. Przeprowadziłam trzy wywiady – dwa z menedżerami zespółu (Agnieszką Zientkowską i Wojciechem Małkusem), jeden z Dorotą Szóstkiewicz, dyrektor Regionalnego Centrum Likwidacji Szkód. Kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy kochają to, co robią, mają błysk w oku i zależy im na innych ludziach – to wewnętrznie rosnę. Takich ludzi było w tym tygodniu wielu.

Chciałabym mieć więcej czasu i energii na taniec, czytanie, chciałabym mieć kiedy (i za co) zrobić doktorat. Chciałabym częściej spotykać się z przyjaciółmi. Takie myśli pojawiają mi się pod koniec roku, kiedy przymierzam się do spisania magicznej listy celów na 2012 r.

A na koniec wystąpienie posła do Europarlamentu Godfreya Blooma. To mój nowy idol i patron planu oszczędnościowego:

Podlewanie

Czuję się tak, jak bym w tym tygodniu przebiegła co najmniej półmaraton. Dopiero po naprawdę męczącym tygodniu odkrywam wspaniałość piątku. I ta radosna świadomość, że jutro rano nie czekają mnie żadne telefony, maile, służbowe spotkania, negocjacje i bieg do przedszkola na godzinę 8 rano! Za to czeka gorąca kąpiel z pianą i stos rozpoczętych książek. I stos nierozpoczętych. Kawa z przyjaciółką. Niech żyją małe, ciche piątkowe radości.

Powinnam się regularniej podlewać, bo mi przysychają gałązki. A może to po prostu nadchodząca zima?