Krokodyl

We śnie senna czarna rzeka
I krokodyla w cieniu ślepia
Błysk białek, żółtych zębów błysk
Moja stopa, jego pysk

Sunie krokodyl przez wody czerń
Jeszcze nie noc, a już nie dzień
Idziemy znów na spacer z psem
Na rzece krokodyla cień

Ludzie, rozmowy, lekki ton
Zerkam przez ramię na tamten dom
Gdzie za zasłoną stoisz sam
I jesteś naraz, tu i tam

Dlaczego stajesz? pytasz mnie
Coś w cieniu przewidziało się
Jak odpowiedzieć tobie mam?
Widziałam kogoś, kogo znam

Minęła chwila, albo rok
A alejkami pełznie mrok
Krokodyl przysnął, warknął pies
Mężczyzna w oknie, kilka łez.

Po sezonie

I już znowu po sezonie
Znowu głucho w telefonie
Suche trzciny
Pajęczyny
Znowu mgła
Znowu rdza
Znów przy kei hula chłód
A jezioro skuje lód
Jachty znów pokryje kurz
Bo się sezon skończył już

Sztywne palce
Siwe skronie
Czy jest życie po sezonie?
Czy po zimie wrócę tu
Czy się wyrwę z tego snu
W którym wszystko trafił szlag
W którym nie wiem co i jak?

Skrzypi pomost
Gwiżdże wiatr
Szare niebo
W sercu strach

Tyle wściekłości

We śnie miałam wyłamane zamki. Do przedpokoju wpadły dwie osoby – mężczyzna i kobieta, krzycząc: Gdzie jest motocyklista? Nic nie wiedziałam o motocykliście.  – Lepiej sobie przypomnij – warknęła kobieta, uderzając mnie otwartą dłonią prosto w twarz. A ja poczułam gigantyczną, nieludzką wściekłość. – Jesteś tylko postacią z mojego snu, dlatego cię zniszczę. I zepchnęłam ją ze schodów, biłam po twarzy i potem obserwowałam, jak leży nieruchomo w kałuży krwi. Nie było triumfu, nie było ulgi. Tylko zdziwienie, że mam w sobie tyle.wściekłości. Potem scena się rozmyła, a ja wpadłam w kolejne niespokojne sny.