Majowe wietrzenie neuronów

Jutro skoro świt opuszczamy duszną Warszawę i wyruszamy na wschód. Plan: 1) opalić nogi, 2) przewietrzyć głowę, 3) oglądać niebo. Razem z wiosną rozpoczął się sezon teatralno-spacerowo-warsztatowo-wycieczkowy. Pielgrzymujemy z Emilką w poszukiwaniu nowych doświadczeń. Z dużą satysfakcją muszę powiedzieć, że moja córka jest moim ulubionym towarzyszem takich wędrówek. Dobry z niej kompan!
Podjęłam heroiczną decyzję i nie biorę na majówkę komputera. Chyba.

Witamy w rzeczywistości

Dobrze wrócić do mieszkania, w którym jest wygodne biurko. Jakiekolwiek biurko. A w lodówce nie ma praktycznie żadnego jedzenia! I okna są przyjemnie nieszczelne. Innymi słowy – dobrze wrócić do domu. W pracy biurko straszy stosem rzeczy do uprzątnięcia, komputer straszy stosem maili do odpisania, zaległych spraw do załatwienia – multum. Ale nie dajmy się zwariować i nie traćmy w tym wszystkim radości życia!

Emilka również wróciła do poświątecznej równowagi psychicznej, dzięki Bogu. Wieczorami czytamy opowiadania Jana Grabowskiego o zwierzętach. Trudno uwierzyć, że powstaly ponad 80 lat temu!

We śnie podróżowałam niewielkim busem wysoko w górach. Spoglądając w dół widziałam czubki karłowatnych sosen i wijącą się jak wąż asfaltową wąską drogę, która oplatała zbocza.

Ładny marzec mamy w tym grudniu

– Dobrze, że Mikołaj ma elektryczne sanie! – stwierdziła Emilka. Bardzo dobrze, bo dziwna jest ta jesienio-wiosno-niby-zima. Tymczasem życie, nie oglądając się na niedobór śniegu, biegnie swoim zwykłym wartkim trybem. W przedszkolu trwają ostatnie przygotowania do piątkowych jasełek. W gazecie dzieje się dużo, tak że wybiegam zdyszana rano, a po tym, jak Emilka zaśnie, siedzę jeszcze długo w noc nad pracowymi sprawami. Przy tym zużywam tony chusteczek do nosa w nierównej walce z gigantycznym katarem, który stopniowo odcina mi dostęp tlenu do mózgu. Nocami czytam kryminały. Nie ma jak dobry angielski trup! Poważniejsze książki czekają na lepsze czasy.

W przyszłym tygodniu wybieram się na 7 dniowy świąteczny urlop na wschód. Bezwstydnie się cieszę, że w tym roku moja rola będzie się sprowadzać do nie przeszkadzania w świątecznych przygotowaniach. No, może w weekend upieczemy z Emilką pierniki. Do tego przeczytamy odpowiedni piernikowy rozdział w „Dzieciach z Bullerbyn”. Pamiętam, że gdy byłam małą dziewczynką, zaczytywałam się w świątecznych rozdziałach tej książki. Ciekawe, czy Emilka też poczuje ich magię? Na razie kończymy przyniesioną przez Mikołaja „Witaj, Karolciu!”

W nocy śnię intensywnie. Prawdę mówiąc intensywniej, niż żyję na jawie.