Tak zwany leniwy lipiec

To miał być spokojny, leniwy lipiec. Miał. Mój urlop zaczał się od informacji, że babcia trafiła nagle do szpitala na neurologię, a zakończył (przymusowo) wiadomością o udarze Ani, sekretarza redakcji w „Gazecie Ubezpieczeniowej”. Byłskawiczne pakowanie walizek i powrót to parnej, burzowej stolicy. W tle egzaminy doktorskie mojego męża, deszcze, wiatry i szereg dowodów na to, że na świecie jednak nie ma nic stałego. Na przekór wszystkiemu chadzam na lody z Emilką i czytem jej wieczorem „Małego pingwina Pik-Poka”. Przeglądamy też namiętnie dział encyklopedii dla dzieci w empiku. Jak dobrze, że ona na razie nie musi się martwić zbyt wieloma rzeczami!

W kołowrocie

Znowu ruszył sezon „Rytmów życia”, moich autorskich zajęć tańca terapeutycznego. Widząc znajome i nowe twarze, wieszając ulotki, pakując rzeczy na warsztat czułam coś pomiędzy ekscytacją i lękiem. Jak będzie tym razem? Było dobrze, zawsze jest dobrze i zawsze inaczej. Czytaj dalej

Umarł król, niech żyje król

Za mną ostatni zjazd na jednych studiach, a papiery na kolejne już złożone. Rozpoczynam program licencyjny w Polskim Towarzystwie Psychologii Procesu. Odczuwam to jako ważny krok na mojej terapeutycznej ścieżce i mam w środku ogromną radość w związku z tym. Poza tym w czerwcu dużo tańczenia, dużo prowadzenia warsztatów i generalnie DUŻO różnych rzeczy. Intensywne upały, intensywne deszcze, intensywne relacje.

Czytaj dalej