Światła

Jeszcze tylko kilka warstw
Szalik czapka buty płaszcz
A na przejściu wciąż czerwone
Nie przejdę na drugą stronę

A na głowie popiół
A na głowie kurz
A na głowie szelest liści
A w tej głowie siwe myśli

Znów zielone światło
Teraz już iść łatwo
By do przodu znowu gnać
Trzeba najpierw w miejscu trwać

Tak i tak

Raz daleko, a raz blisko
Nic, niewiele, albo wszystko
Na kałuży cienki lód
Ciepło, zimno, woda, chłód
Czarne liście, gołe drzewo
Góra-dół, prawo-lewo
Odejdź, zostań, wyjedź, wróć
Łódź Warszawa i znów Łódź
Zasnąć milczeć usiąść wstać
Zabrać schować mówić dać
Uciec zniknąć czytać grać
Wrócić zostać jeść i spać
Fala w górę, fala w dół
A przy dnie brud i muł
Pusto pełno cisza huk
Niebo piekło diabeł Bóg
Jeden, pół albo ćwierć
Najpierw życie, potem śmierć

Po sezonie

I już znowu po sezonie
Znowu głucho w telefonie
Suche trzciny
Pajęczyny
Znowu mgła
Znowu rdza
Znów przy kei hula chłód
A jezioro skuje lód
Jachty znów pokryje kurz
Bo się sezon skończył już

Sztywne palce
Siwe skronie
Czy jest życie po sezonie?
Czy po zimie wrócę tu
Czy się wyrwę z tego snu
W którym wszystko trafił szlag
W którym nie wiem co i jak?

Skrzypi pomost
Gwiżdże wiatr
Szare niebo
W sercu strach