Szalony październiku

Szalony październiku, nie nadążam za tobą. Słońce wschodzi coraz później, a rano na wyschłej trawie osadza się szron. Nieprzeczytane książki piętrzą się na nocnej szafce. Przepraszam, przepraszam. Nie teraz, może jutro, a może na Wszystkich Świętych. Nie to, że nigdy. Raczej.

Naprawdę nie wiem, kiedy nastawiłam kolejną partię jesiennych nalewek  (gruszka+pigwa, żurawina+śliwka, kawa+miód lipowy) i ostatni garnek konfitur  (węgierki, winogrona, maliny, borówki, skórka cytrynowa).

image

A na weekend zaplanowałam dużo patrzenia w sufit i szeleszczenia liśćmi w parku.

image

(…) (Osoba, która przebiegła)

Osoba, która przebiegła półmaraton (21 km), zasypiała przy świetle błyskawic. Nie grzmiało, nie padało. Błyski pojawiały się na granicy gorącego powietrza z jeszcze gorętszym. Sierpień przesyłał ostatnie upalne pocałunki, by wkrótce ustąpić miejsca swojemu chłodniejszemu i bardziej zdystansowanemu bratu wrześniowi. Osobę, która przebiegła półmaraton bolały nogi. Osobie śniło się potem, że nie może wstać, aż do odwołania. Osoba obudziła się zlana potem i zdyszana, ale jednak wstała. Z pewnym bólem. Znacznym bólem. Osoba dusiła się i przypiekała w nieklimatyzowanych tramwajach, a kwas mlekowy wyprodukowany przez mięśnie jej ud stawał się kwaśniejszy i kwaśniejszy. Osoba stoczyła kilka drobnych potyczek z naczyniami w zlewie, odbyła regulaminowe spacery z psem. Przywiozła, zawiozła, odprowadziła. Odbyła i wykonała. Po czym padła jak długa, zasypiając z twarzą i nosem zanurzonym w poduszkę.

(…) (Wypełzam)

Wypełzam spod kołdry na coraz dłuższe spacery z psem po Starej Ochocie. Z uchylonych okien płyną zapachy niedzielnych żeberek i schabowych, a ja w ramach poszukiwania życiowej odmiany skręcam w lewo, zamiast w prawo. Zaglądam do pozłoconych suszą ogrodów. Fotografuję, chyba że nie mam odwagi (tak było z tą starszą panią, która siedziała na ławce w parku w towarzystwie melancholijnego psa). Po południu robię wypad aż do Śródmieścia z „Traktatem o łuskaniu fasoli’ Myśliwskiego pod pachą. Na śniadanie, obiad i kolację jem dziś chleb z masłem i pomidorem. Przez telefon słucham z niepokojem kaszlu Emilki, który jest tak samo paskudny, jak był.

wpid-picsart_1440345611913.jpg