Powroty

Książki spakowane, kredki zaostrzone – po trzytygodniowej przerwie Emilka wraca do szkoły, a my wszyscy do czegoś na kształt normalności. Ostatnie tygodnie przeżyte w trybie awaryjnym mocno nadwyrężyły moją energię.

Pięć dni spędzone w szpitalu dziecięcym przy ul. Kopernika wydają się epizodem z jakiejś książki („Czarodziejska Góra”?), a nie realnym wspomnieniem. To dziwaczne, ale jest dla mnie coś fascynującego w szpitalnym życiu. Ustalony rytm obchodów, zabiegów, posiłków, symptomów. Szpitalne znajomości, które w innych warunkach nie miałyby szansy zaistnieć. Dobrze rozumiem, czemu Hans Castorp porzucił obiecującą karierę na rzecz magicznego świata sanatorium w Davos. Jakaś moja część również chętnie wybrałaby świat białych ścian.
Tymczasem nastał listopad. Ulewny deszcz zalał okoliczne skwery i trawniki, wzmagając zapach ziemi i gnijących liści. Lubię ten zapach – to kolejne moje dziwactwo. Na codziennym porannym spacerze z psem obserwuję pogłębiającą się każdego dnia jesień. Wrzesień, październik i listopad to moja ulubiona część roku. Wtedy najlepiej mi się śni i czyta książki.

Normalni nienormalni

„Nieskończona historia” w reżyserii Piotra Cieplaka w Teatrze Powszechnym. Symfonia na jedną kamienicę i dwanaście banalnych-niebanalnych życiorysów. Dwie beretowe staruszki, kobieta w ciąży, para, nauczyciel rysunku, kierowniczka domu pogrzebowego, dziewczyna z McDonald’sa, emeryt, suczka, kierownik karetki, diabeł z makatki i przewodnik chóru. Choć każdy czuje się solistą, w rzeczywistości ma do zagrania tylko kilka nut. Te wszystkie skrawki utworów tworzą jednak pewną artystyczną całość. Ale nie ma dyrygenta, nie ma kompozytora, symfonia pisze się sama z urywków snów, strzępków rozmów, resztek wspomnień i codziennych nawyków. Z chaosu wyłania się dziwaczny, paradoksalny porządek ludzkiego życia.

Czy każdy z nas nie jest czasem (albo i zawsze) postacią rodem z Witkacego? Komicznie tragiczną i tragicznie komiczną, wielką i małą, szaloną i szablonową? Tak twierdzi reżyser „Nieskończonej historii”. I przekonuje, że w tym szaleństwie jest metoda. I piękno.

Obrazek