Kanały:
Wpisy
Komentarze

Z Powązek

Na Powązkach

Z tatą

Niedziela. Jadę z rodzicami na Powązki Wojskowe. Wszystkich Świętych kojarzy mi się z zimnem, wiatrem, wiewiórkami (zawsze je karmiłam) i hot dogami. Z hot dogami dlatego, że rodzice po wyjściu z cmentarza kupowali mi hot doga. Tylko raz w roku.

W tym roku Powązki pełne słońca, delikatnej mgły, złotych i czerwonych liści. Nie karmię już wiewiórek, ani tym bardziej nie jem hot dogów. Patrzę na brzozowe żołnierskie krzyże, kaskady zniczy wokół grobów Jacka Kuronia i Marka Kotańskiego. Uśmiecham się do tych dwóch niepokornych duchów. Zapalam pomarańczową lampkę.

Mama, która dopiero co wróciła z Egiptu, opowiada nam o sądzie nad duszą zmarłego według staroegipskiej mitologii. Serce zmarłego kładziono na jednej szali wagi. Na drugiej – piórko. Jeśli serce było cięższe niż piórko, zmarły nie mógł stanąć przed obliczem Horusa.

Oby nasze serca były lekkie jak piórka.

Po omacku

Z pędzlem

Z pędzlem

Pierwszy raz od lat (od szkoły podstawowej?) miałam dziś w ręku pędzel i farby. Okazja – 3. urodziny Mateusza, syna mojej przyjaciółki. W mojej rodzinie artysta siedział na artyście. Może stąd przekonanie, że ja nie mam zdolności. Stąd może ta dziwna panika, kiedy przyjaciółka zaproponowała, że da mi pędzel i kartkę. Po chwili wahania wzięłam ten pędzel i spędziłam niezwykłe 40 minut na zabawie kolorem. Wyprawa do innego, nowego świata. Wielka radość.

Kolejny szok: Ilona pokazuje mi swoje skrzypce i pyta, czy nie chciałabym spróbować zagrać? Nieśmiało i niezręcznie biorę instrument do ręki. Nie wiem gdzie się trzyma smyczek, gdzie się gra. Gdy wydobywam z biednych skrzypiec pierwsze jęczące, nieporadne dźwięki czuję wielką radość. Zawsze myślałam, że jestem głucha jak pień. Może jestem, może nie jestem. Jedno jest pewne – muzyka może przynosić mi wielką radość. I tak odkrywam kolejne obszary “sztuki”. Trochę jak dziecko – niezdarnie, ale z pasją i radością.

A mówią że głupota nie boli

Emilka stawia swoje pierwsze kroki w przedszkolu. Na razie są to krótkie zajęcia raz w tygodniu, ale i tak matczyne serce pęka mi z dumy, a oczy podejrzanie wilgotnieją, kiedy widzę, jak moja latorośl uczy się wierszyków, lepi z plasteliny i bawi się w “Balonika”. Czuję się prawie tak, jakby już zdawała maturę…

A ja się zdecydowanie nie popisałam, gubiąc teczkę z BARDZO WAŻNYMI DOKUMENTAMI. Czytaj dalej »

Popęd naukowy

Coraz głębsza jesień. Wracają sny. Dwie noce temu byłam na Wydziale Historycznym. Błąkałam się po pustych korytarzach, szukając zajęć z historii starożytnej. W końcu trafiłam na jakieś inne zajęcia. Tematem były różne uwarunkowania rozwoju człowieka – biologiczne, społeczne, historyczne, psychologiczne. Wykładowca zapytał mnie, które z tych uwarunkowań jest najważniejsze? Odpowiedziałam: “człowiek to coś więcej” i obudziłam się.

Czytaj dalej »

W poszukiwaniu sensu

Brian Tracy mawia, że każdy przechodzi kryzys średnio raz na 90 dni. W moim przypadku pierwsze symptomy kryzysu pojawiają się w ciele. Jak zaczyna boleć mnie krzyż, to wiem, że to komunikat ostrzegawczy „Przepracowujesz się!”. Z kolei bóle w ramionach, karku i szyi mówią „Za bardzo się stresujesz, kochana”. Jeśli puszczę te komunikaty mimo uszu, to mogę być pewna, że wciągu kilku tygodni pojawi się jakaś choroba.

Niedawno wybrałam się na wykład terapeuty Adama Maziewskiego pt. „Duchowość”. Adam przypomniał program „24 godziny” nazywany też „Oazą spokoju”, który co prawda powstał z myślą o osobach uzależnionych, jednak moim zdaniem może być drogowskazem i pomocą również dla tak zwanych normalnych.

Jeden z punktów programu 24-godziny mówi: „Właśnie dzisiaj chcę ćwiczyć mój umysł. Chcę poznawać rzeczy godne poznawania. Chcę nauczyć się czegoś użytecznego. Chcę czytać coś wymagającego wysiłku, myślenia, skupienia”. Zgodnie z programem, staram się każdego dnia przeczytać choć parę stron dobrej książki. Nakładem Wydawnictwa Czarna Owca (dawny Santorski) ukazała się niewielka książeczka znanego psychiatry dr. Victora Frankla, twórcy logoterapii. Autor, urodzony w 1902 r. w Austrii, przeżył cztery obozy koncentracyjne (w tym Auschwitz). W swojej książce pt. „Człowiek w poszukiwaniu sensu” zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że człowiek jest w stanie przeżyć nawet w najgorszych warunkach głodu, zimna, ciągłego zagrożenia i upodlenia? Książka składa się z dwóch części. Pierwsza jest relacją z przeżyć obozowych dr. Frankla, a druga zawiera podstawy logoterapii.

Czytaj dalej »

Cena perfekcjonizmu

Perfekcjonizm wywołuje we mnie syndrom dorożkarskiego konia, który widzi tylko to, co ma na wprost pyska. Trudno mi zaakceptować to, co we mnie kruche.

Sen

W nocy śni mi się mieszkanie, w którym jadalnia łączy się z przepięknym, pustym barokowym kościołem. Mieszkanie oddziela od kościoła niewysoka, drewniana barierka. Z jednej strony chciałabym tam zamieszkać, a z drugiej boję się, że kościół będzie naruszał moją prywatność.

W poszukiwaniu sensu

Dr Viktor Frankl, psychiatra i psychoterapeuta, zadawał pacjentowi na pierwszej sesji pytanie, co konkretnie go powstrzymuje przed popełnieniem samobójstwa? To “coś” było potem podstawą do dalszej terapii, zarzewiem osobistego sensu życia. Zadałam sobie dzisiaj to pytanie. Ponieważ nie mam skłonności samobójczych, jest milion rzeczy, które powstrzymują mnie od odebrania sobie życia. Czytaj dalej »

Brahms

Przy węgierskich tańcach Brahmsa łzy same mi ciekną. Ta muzyka trafia dziś w sam środek mnie.

Nowe dźwięki

Moja biblioteka muzyczna powiększa się w nieoczekiwanym kierunku: o nagrania górskich strumieni, szumu oceanu, płonącego ognia, śpiewu ptaków. W głowie gonitwa pomysłów. Dużo czytam. Robię eksperymenty myślowe. Październik zapowiada się twórczo.

Starsze wpisy »