Mamo, a po co jesteś człowiekiem?

Według prognoz miało lać cały dzień, tymczasem od rana niebo nad Warszawą jest bezchmurne. Tak to już jest z ludźmi, uważamy się za władców całej planety i okolic, a nie potrafimy w gruncie rzeczy nawet przewidzieć pogody na następny dzień… Z drugiej strony, jest w tej nieprzewidywalności wszystkiego (nie tylko pogody) coś pięknego. Każdy dzień może zaskoczyć. Moja 3-letnia córka spytała mnie ostatnio: „Mamo, a po co jesteś człowiekiem?”, Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że nie mam pojęcia, ale cały czas staram się dowiedzieć.

Na początku lutego zmarła Boa Sr, ostatnia członkini plemienia Bo należącego do grupy Andamanów. To grupa najstarszych ludzkich plemion, której korzenie mają sięgać aż 65 tysięcy lat wstecz, czyli do momentu wyjścia pierwszych ludzi z Afryki. Ponoć język Bo, którym posługiwała się zmarła, niewiele się zmienił podczas ostatnich kilkudziesięciu tysiącleci. Teraz zostały nam tylko nagrania. Przy życiu zostało 52 Andamańczyków. Na zdjęciu Boa Sr patrzy uważnie w obiektyw, a jej wzrok ma w sobie coś jakby wyrzut. A może to tylko moje „białe” i „zachodniowzroczne” złudzenie? Gdy patrzę na twarz tej kobiety, przypomina mi się następująca historyjka:

Na początku świata wszyscy byli jednego koloru. I nastał dzień, kiedy Bóg rzekł do Kaina: „Co zrobiłeś z twoim bratem Ablem?” Wtedy Kain zbielał ze strachu…

Członkowie plemienia Andamanów wymierali systematycznie od XIX wieku, czyli od momentu przybycia pierwszych kolonizatorów na archipelag leżący na Oceanie Indyjskim pomiędzy Zatoką Bengalską a Morzem Andamańskim. Wśród zdobyczy cywilizacyjnych, przywiezionych przez przybyszy, były liczne choroby, które uśmierciły wielu Andamańczyków. Sama kolonizacja, mówiąc eufemistycznie, również nie przebiegała w sposób pokojowy. Rdzenni mieszkańcy byli nastawieni wrogo do obcych jasnoskórych żeglarzy i ja osobiście im się nie dziwię.

W serwisie www.survivalinternational.org, który zajmuje się plemionami i językami zagrożonymi wymarciem, możemy przeczytać szokującą, ale zarazem typową historię prób „cywilizowania” Andamańczyków. Kiedy nie udało się spacyfikować tubylców przemocą, Brytyjczycy zaczęli wyłapywać członków plemion i umieszczać w specjalnym „Domu Andamańskim”. Żadne ze 150 dzieci, które przyszły na świat w tym miejscu, nie dożyło 2 roku życia.
W II połowie XX wieku została tylko nieliczna garstka tubylców umieszczona w specjalnych rezerwatach. Ponoć jeszcze nie tak dawno nieuważny turysta, który zapuścił się zbyt blisko rezerwatu, mógł skończyć z zatrutą strzałą w przełyku…

Ostatnie lata życia Boa Sr były naznaczone wielką samotnością, ponieważ nie pozostał przy życiu nikt, kto by posługiwał się językiem Bo. Ponoć aż do śmierci 85-letania Adamanka pozostała pogodna i lubiła się głośno i zaraźliwie śmiać. Może dla niej samotność nie była taka tragiczna? A może umiała się z nią pogodzić.

W sobotni wieczór w telewizji hollywoodzki przebój „Bez twarzy” z Johnem Travoltą i Nicholasem Cagem. W pierwszych minutach zabójstwo dziecka, pościg, kilkanaście trupów, a potem, zgodnie ze starą maksymą Hitchcocka, napięcie zaczyna stopniowo rosnąć. W pewnym momencie zaczęłam liczyć rozłupane czaszki i oderwane kończyny, ale szybko straciłam rachubę. Jednym słowem poetyka gry komputerowej, gdzie krew się leje, a gracz ma co najmniej kilka żyć do wykorzystania. Być może jest to jakiś nasz współczesny sposób na złagodzenie lęku przed śmiercią – przedstawianie jej groteskowo, z przymrużeniem oka, jako tła do kolacji i wieczornej puszki piwa. Swoją drogą nie jest to żadna nowość, jeśli przypomnimy sobie starorzymskie Kolosea czy średniowieczne publiczne egzekucje. Śmierć jako zainscenizowany spektakl jest zjadliwa, ba, nawet atrakcyjna od tysiącleci, może od zawsze?

Irvin Yalom, światowej sławy psychoterapeuta ze szkoły egzystencjalnej, napisał, że lęk przed śmiercią jest tym większy, im mniej spełniony życiowo czuje się dany człowiek. Paradoksalnie, najlepszym lekarstwem na śmierć okazuje się odnalezienie sensu życia. Na pewno zgodziłby się z tym twierdzeniem twórca logoterapii Viktor Frankl, który zastanawiał się, od czego zależały szanse na przeżycie więźniów w obozach koncentracyjnych (sam przeżył Oświęcim). Doszedł do tego, że przetrwanie nie było wynikiem młodego wieku, kondycji fizycznej ani nawet odporności psychicznej. Przeżywali ci, którzy mieli silne poczucie sensu życia. Wierzyli, że gdzieś tam za drutami jest coś, dla czego warto żyć.

Steven Covey, trener biznesu, radzi żeby napisać swoją mowę pogrzebową. Co chcielibyśmy usłyszeć na swoim pogrzebie? Inne zalecane ćwiczenie: gdyby pozostał ci jedynie miesiąc życia, jak ułożyłbyś swój plan tygodnia? Co byś załatwił? Z kim się spotkał? Co zrobił?

4 uwagi do wpisu “Mamo, a po co jesteś człowiekiem?

  1. Idealnie tutaj pasuje cytat, na który natrafiłam ostatnio. „Żyj tak, aby znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz.” Julian Tuwim. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s