(…) (Nivea)

Czwartego dnia urlopu Emilka po raz pierwszy nie zerwała się podczas porannego wycia psów (wyją przy śniadaniu), tylko mocniej zacisnęła powieki. Ja poczułam, że moje nogi już może nie bolą, ale są ciężkie, bardzo ciężkie. Podniosłam się i podeszłam do okna w dachu, które uchyliłam w środku nocy. Chmury na niebie trochę białe, trochę szare, prześwitujące skrawki nieba. Zapowiadał się dobry dzień na nie robienie nic.

Za ścianą pięcioosobowa rodzina starała się po cichu zjeść śniadanie. Ich szepty i wzajemne uciszania zlewały się w miarowy, usypiający szum. Tylko wielkogłowe niemowlę od czasu wydobywało z siebie coś pomiędzy piskiem a krzykiem, zupełnie jak małe zwierzątko.

We włosach miałam zapach jeziora i intensywnego biegania – muł, sól z metaliczno-błotną nutą. Wszystko to spłukałam brzoskwiniowym szamponem dla dzieci marki Rossman, pozwalając potem schnąć włosom w porannym wietrze.

Szampon wykradłam Emilce, podobnie jak małe granatowe opakowanie kremu Nivea. Zapach kremu kojarzy mi się z dzieciństwem, ale jeszcze bardziej z białymi adidasami, które dostałam na pierwszy samodzielny wyjazd na zieloną szkołę. Miałam wtedy 8 lat i czułam, że nigdy wcześniej nie miałam piękniejszych butów. Ten zachwycający wyrób chińskiego przemysłu obuwniczego mama kazała mi czyścić właśnie kremem Nivea, co robiłam ze wzruszeniem i pełną powagą. Krem mieszał się z błotem górskich roztopów i zapachem sztucznej skóry made in China.

image

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s